|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi robótkowe
Blogi robótkowe włoskie
Blogi robótkowe zagraniczne
Strony Przyjaciół i Znajomych
Tu kupuję
Uczestniczę
Zaglądam
Żeglowanie
|
niedziela, 29 stycznia 2012
powrót
Po ponad dwumiesięcznej nieobecności powracam do Żyrafowa - z nowymi zdjęciami, pomysłami, ukończonymi i rozpoczętymi haftami... Bardzo dziękuję Wszystkim, którzy zaglądali tu pomimo braku moich wpisów. I za życzenia dziękuję! :-) Poniżej obrazkowe opowiadanie o wysłanych w ubiegłym roku bożonarodzeniowych kartkach, pracach różnych oraz z sesji zdjęciowej zakupionych w przykościelnym sklepiku aniołków, przycupniętych na przywiezionym z Rzymu świątecznym talerzu...
sobota, 19 listopada 2011
kuchenno-jesiennie
Moje wpisowe zaległości nadrabiam ostatnio w soboty lub niedziele, w tygodniu bardzo ciężko mi się do tego zabrać. Ruszyła już u mnie produkcja świątecznych ozdób i kartek, poza tym wyszywam kilka prezentów, a także... powiększam kolekcję dziurkaczy... Wynalazłam ostatnio w internetowym sklepie dziurkacze literowe i od razu na nie zachorowałam :-) Mam już takie z małymi literami i czekam na dosłanie dużych :-) Wyhaftowałam takie oto kuchenne drobiazgi
Kolejna porcja zdjęć z październikowego spaceru z Pastelką Kraban
niedziela, 13 listopada 2011
ręcznik z owcą
Jakiś czas temu kupiłam na wyprzedaży uroczy ręcznik z napisem i numerem. Od razu wiedziałam, że wkrótce znajdzie się na nim owca w kąpieli, którą wyszywałam już dwukrotnie, ale zawsze na prezent. Teraz nadeszła pora, by "zawisła" także i w mojej łazience...
Od spaceru z Pastelką Kraban jutro miną dwa tygodnie, a ja wciąż nie zamieściłam z niego nawet połowy zdjęć...
niedziela, 06 listopada 2011
jesień we Wrocławiu-część III
Karolina, z którą pływaliśmy w tym roku na Mazurach, ostatniego dnia października miała urodziny i podpytana o prezent zadeklarowała chęć otrzymania magnesiku na lodówkę z motywem jachtu, co ma jej przypominać nasz rejs. Wprawdzie rejs, dzięki wielu przygodom, i tak jest niezapomniany, ale teraz jego wspomnienie zagości również w Karoliny kuchni, a także łazience, bo dostała również "tematyczny" ręcznik.
Magnes na lodówkę powstał z zakładki, która przybyła do mnie z USA :-)
Obrazek nieco przymglony, bo zza folii
Do żeglarskich wspomnień dołączona była karteczka, utworzona z różnych materiałów z "odzysku"
Wszystko razem...
Kolejne zdjęcia z poniedziałkowego spaceru z Pastelką Kraban
środa, 02 listopada 2011
jesień we Wrocławiu-część II
Tak się złożyło, że nie pokazałam jeszcze tego, co jeszcze w październiku przygotowałam na Wymiankę Kawową. Moja przesyłka trafiła do: Wreszcie nadarzyła się tematyczna sposobność zabrania się za hafty, których wzory znalazłam we włoskiej gazetce. Z kolorem na szczęście utrafiłam, chociaż całkiem przypadkiem, bo po prostu najodpowiedniejsza wydawała mi się kanwa w niebieskie serduszka...
Tak prezentowała się cała paczuszka
Dalsza część zdjęć z poniedziałkowego spaceru po Parku Szczytnickim i Japońskim Ogrodzie...
Zapisałam się na Candy u: http://tamis-robotki.blogspot.com/2011/10/swiateczne-candy.html
poniedziałek, 31 października 2011
jesień we Wrocławiu-część I
Nie pokazywałam jeszcze hafciku w kolorach jesieni...
Hafcik umieszczony został w ozdobionej przeze mnie ramce, mającej z tyłu magnes, i udał się następnie za ocean, by tam ostatecznie trafić na lodówkę :-)
Dzisiaj po raz pierwszy od przygody w Książu wybrałam się na dłuższy spacer. Tygodniowe zwolnienie lekarskie pozwoliło nodze odpocząć i chociaż krwiak jest nadal, to jednak noga w czasie chodzenia nie szwankowała. Na wycieczkę udałam się w towarzystwie Pastelki Kraban i pewnego uśmiechniętego aniołka, który pieczołowicie owinięty w ściereczkę noszony był w torebce, a wyłaniał się, by zapozować do fotografii. Wrocławska jesień jest urzekająca, a dzisiaj nadrobiłyśmy zdjęciowe braki z Książa...
poniedziałek, 24 października 2011
wymarzone zwiedzanie zamku...
Od kilku lat bardzo chciałam wybrać się na zamek w Książu, znany mi dotąd jedynie z pocztówki, zaś szczytem marzeń wydawało mi się zobaczyć ów zamek jesienią... Chęć na wycieczkę zgłosiła Pastelka Kraban, natomiast Korniszon został zwerbowany później i z większym trudem ;-). Wybraliśmy się samochodem, po drodze mgła, która była we Wrocławiu, zaczynała się rozrzedzać, a w Książu czekało na nas słońce i prawdziwa złota polska jesień. Natychmiast zapomniałam o niewyspaniu spowodowanym trwającą do szóstej rano imprezą u sąsiadów, i obie z Pastelką Kraban od razu pobiegłyśmy robić zdjęcia. Korniszon dzielnie zapozował do kilku, po czym wszyscy razem poszliśmy w kierunku punktu widokowego, gdyż koniecznie chciałam zobaczyć zamek z odległości, zanim zacznę go zwiedzać. Zdjęcia z drogi do punktu widokowego
Pobłądziliśmy trochę i zamiast do punktu widokowego dotarliśmy na parking, wreszcie jednak wśród drzew można było dostrzec fragmenty zamku. Trzeba było zejść trochę niżej. Nie wiem jak to zrobiłam, skoro patrzyłam pod nogi, potknęłam się jednak o korzeń i upadłam, robiąc dziurę w rękawie nowej kurtki (ubranej po raz pierwszy), raniąc lewą dłoń i uderzając o ziemię aparatem fotograficznym. Bólu w lewej nodze początkowo nie czułam, ale okazało się, że nie mogę wstać. Korniszon, robiący specjalizację z ortopedii, natychmiast tą nogą się zajął i po chwili orzekł, że prawdopodobnie jest złamana... Zarówno ja, jak i Pastelka Kraban, doskonale wyczuwałyśmy palcami to, na co on od razu zwrócił uwagę: twarda kość, miękka przerwa, znów twarda kość. Zostałam przestawiona na pobliską ławeczkę, a Korniszon oznajmił, że trzeba wezwać pogotowie. Nowe spodnie, również tego dnia po raz pierwszy ubrane, nie były dziurawe, ale noga bolała dość mocno, no i oczywiście wolałam posłuchać Korniszona, niż próbować wstawać i gdyby okazało się, że noga faktycznie jest złamana, sprawę dodatkowo komplikować. Korniszon po fachowym opisaniu urazu (pani z pogotowia nie miała żadnych pytań) poszedł, by pomóc zespołowi karetki dotrzeć na miejsce, a ja zostałam z Pastelką Kraban, która podnosiła mnie na duchu i na moją prośbę poszła zrobić zdjęcie z punktu widokowego, bym chociaż tak mogła zobaczyć ten zamek... Jako, że od ponad dwóch i pół roku słucham opowieści o ortopedycznych operacjach, obudziło się we mnie mgliste wspomnienie tego, że przy złamaniu podudzia do gipsu pakuje się caluteńką nogę. Korniszon, który zadzwonił zapytać jak się czuję, nie tylko to potwierdził, ale dopowiedział, że nogę pakuje się w gips na 10 tygodni. Do tego istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie trzeba wstawić gwóźdź (wymienił jaki) i to najlepiej od razu tutaj, w Wałbrzychu... Tak oto "optymistycznie" nastawiona oczekiwałam przyjazdu karetki. Zamiast zwiedzać zamek i robić zdjęcia jesieni, byłam niesiona przez las przez zespół medyczny oraz Korniszona i Pastelkę Kraban, a następnie odjechałam, by w wałbrzyskim szpitalu zrobiono mi zdjęcia rentgenowskie. No i nie zobaczyłam zamku! Korniszon z Pastelką Kraban jechali za karetką i nie tylko mi towarzyszyli, ale jeszcze zdążyli uzgodnić przewiezienie mnie na ewentualną operację do Wrocławia oraz zakupowo-sprzątaniowe dyżury. Korniszon ponadto wprowadził Pastelkę Kraban w zarys zagadnień z zakresu złamań podudzi, ja tymczasem aż dwa razy jeździłam do rentgena, bo początkowo nie zrobiono mi wszystkich potrzebnych zdjęć. Korniszon przedstawił na SOR-ze i zaproszono go na oglądanie tych zdjęć. Okazało się, że noga nie jest złamana, a to miękkie jest krwiakiem. Dostałam jeszcze zastrzyk przeciwtężcowy i radośnie opuściliśmy wałbrzyski szpital. Tak właśnie zakończyła się upragniona wycieczka... Ale co tam zamek, gdy ma się takich Przyjaciół... Korniszonku i Pastelko Kraban, dziękuję Wam za opiekę, wsparcie i w ogóle za wszystko :-) Zdjęcie, które z punktu widokowego zrobiła Pastelka Kraban
A z hafciarskiego świata - zdjęcie kartki, która wysłana została na rocznicę ślubu
czwartek, 20 października 2011
zamiatacze
Niedawno odebrałam w pracy taki oto telefon: -Ja dzwonię w sprawie zamiataczy! -W sprawie czego...? -Miotełek!!! Miotełki przydadzą się, owszem :-)
Pogawędka ta jednak i tak nie "przebije" telefonów w stylu: -Bo ja już tutaj kiedyś dzwoniłem i z kimś rozmawiałem... -A z kim? -Żebym to wiedział... -A o czym pan rozmawiał? -Nie pamiętam. Ale proszę mnie z tą osobą połączyć!
Nie wiem jeszcze, czy moja -wysłana w zeszłym tygodniu- przesyłka z Kawowej Wymianki dotarła do Adresatki, więc wstrzymam się jeszcze z pokazaniem co przygotowałam. Zamiast tego będzie więc dzisiaj urodzinowa kartka...
...i zakupowy hafcik
Kolejne wrześniowe zdjęcia
poniedziałek, 17 października 2011
kolorowo
Minął kolejny tydzień pod znakiem remontu w mieszkaniu Korniszona. Wydawało się, że koniec już tuż tuż i pozostaje już tylko zakupić parę wykończeniowych rzeczy, a w kuchni popłynie wreszcie od dwóch miesięcy oczekiwana tam woda... Meble kuchenne robione były na wymiar, zamontowane już dość dawno temu, ale od samego początku był cyrk ze zlewem. Najpierw zakupiony został zbyt duży, a później okazało się, że z kupnem mniejszego będą problemy, bo nawet mikroskopijne zlewiki nie dawały się wcisnąć pomiędzy ścianę a zmywarkę. Zlew został w końcu kupiony przez internet bezpośrednio u producenta, który wywiercił przelew w innym niż zazwyczaj miejscu, co zaoszczędziło kilka brakujących centymetrów. Później było oczekiwanie na przycięcie blatu, a następnie chyba miesięczne oczekiwanie na ponowny przyjazd stolarza w celu naprawienia szafki ze zlewem i zmywarką, która się rozchwiała i zrobiła się krzywa, przez co zmywarka nie dawała się otwierać. Doczekawszy chwili kiedy wszystkie meble kuchenne znalazły się na swoim miejscu, Arkiszon przystąpił do uroczystego podłączania zlewu. I wówczas okazało się, że ciśnienie w rurze z zimną wodą jest bardzo słabe. Najprawdopodobniej coś tam się zablokowało. Za tydzień ekipa remontowa, która te rury kładła, przyjedzie najprawdopodobniej rozkuwać ścianę ... Oczywiście kafelki są już położone i wszystko wykończone... Korniszon na wszelki wypadek nie podłącza również łazienkowej umywalki (która też jest po "przejściach" i prawie równie pechowa jak kuchenny zlew), bo być może trzeba będzie kuć i w łazience, jako że to właśnie w tej ścianie biegnie kuchenna rura. Na szczęście Korniszon ma zapas kafelek zarówno z kuchni, jak i łazienki, jednak najbardziej niepokoi nas możliwość...zawalenia się łączącej kuchni i łazienkę ściany... Jest jednak też i kolorowo, zrobiłam już trochę zdjęć jesieni, a poza tym ukończyłam kilka haftów, między innymi śliniaczek dla Oli
Wyszywanka kuchenna jest na takim etapie
Wysłałam kilka kartek...
Wciąż wspominam wrześniową działkę...
A na tym zdjęciu kwiatek pociesza płaczący pączek ;-)
Zapisałam się na Candy u: http://moj-dom-rozany.blogspot.com/2011/09/i-candy-w-rozanym-domu.html http://pracownia-gabrysi.blogspot.com/2011/10/zapraszam-na-moje-pierwsze-candy.html
czwartek, 13 października 2011
kartka dla Weroniki
Oprócz kartki dla Oleńki powstała karteczka dla urodzonej dwa dni później Weroniki. Ptak na niej zamieszczony przybył z USA i ma symbolizować bociana... Podobny? :-)
Karteczki razem...
Śliniaczek zamówiłam w internetowym sklepie i gdy rozpakowałam przesyłkę, zastanawiałam się, czy to aby nie dziecięcy ręcznik. Taki duży... Wygląda właściwie jak śliniak dla dorosłego i to jeszcze takiego wyrośniętego... Najważniejsze jednak, że spodobał się rodzicom Weroniki, a jej samej może obecnie posłużyć jako kocyk...
Poniżej kolejne zdjęcia z wrześniowej działki...
Muchomor spotkany w lesie
Nie był to muchomor-samotnik
niedziela, 09 października 2011
kartka dla Oleńki
Zniknęło mi się ostatnio na trochę... Różne były tego powody, a najważniejszym to, że miałam problemy z umieszczeniem wpisu, z wklejeniem zdjęcia nawet, bo internet stale mi się zawieszał. Teraz na szczęście jakoś przestał i mam nadzieję, że tak już pozostanie. Moje internetowe przeboje są jednak niczym z przygodami Korniszona, który podpisał umowę o podłączenie do internetu swojego nowego mieszkania, zakupując równocześnie niezbędny sprzęt, i następnie czekał na przyjazd pana, który przyłączenia miał dokonać. Czekał długo, cierpliwie i bezskutecznie. Po kilku telefonach otrzymał beztroską wiadomość, że ów pan o nim po prostu zapomniał, ale przyjedzie nazajutrz w bliżej nieokreślonych godzinach. Nie przyjechał jednak ani w godzinach nieokreślonych, ani w ogóle w żadnych, ponieważ okazało się, że mieszkania Arka wybrana przez niego firma nie może podłączyć, bo... nie ma tam kabli. Arkiszon ("zachwycony" oczywiście) udać się musiał ponownie do siedziby celem zwrócenia zakupionego sprzętu oraz rozwiązania umowy, co wcale nie przyszło mu z łatwością, gdyż sprzedawca argumentował, że być może za dwa lub trzy lata kable tam już będą. Najwyraźniej oczekiwano, że Arkiszon powinien wytrwale na to oczekiwać, płacąc oczywiście przez cały czas za dostęp do internetu. Szkoda, że nie chcieli go jeszcze obciążać kosztami tego ewentualnego podłączenia w przyszłości, albo nawet kosztami położenia kabli w całej dzielnicy... Mam bardzo dużo do opowiedzenia i sporo nowych zdjęć do pokazania. Na początek kartka dla Oleńki
Zrobiłam ostatnio taki magnesik ze zdjęcia z haftem
Ozdobiłam też ramkę
Poniżej zdjęcia z działki, na której ponad dwa tygodnie temu wypoczywałam
wtorek, 27 września 2011
Urodziny Korniszona
Uroczystość z okazji Urodzin Korniszona odbyła się wprawdzie w scenerii remontowo - budowlanej, gdzie gości z braku krzeseł usadzono na polowym łóżku, wiaderko farby służyło za kawowy stoliczek, a drabina - za wieszak, jednak świętowano i trzy ciasta zjedzono, w tym przecudny tort, który dla Korniszona przyszykowała jego bratowa. Mnie najbardziej smakował pas startowy. Częściowo zwinięty i odłożony na bok "asfalt" zaraz nałożyłam sobie na talerzyk, samolot natomiast dotrwał do niedzieli, na którą przeniesiona była dalsza część imprezy. Na torcie nie zabrakło świeczek, zdmuchiwanych najpierw przez Korniszona, a później przez trzyletnią Wikusię. Miała też być trawa w postaci wiórek kokosowych, podobno jednak nigdzie nie można było dostać zielonych...
Na tym zdjęciu w tle ujęła się klimatyczna "oprawa" urodzinowej uroczystości
W niedzielę Korniszon fotografował samoloty, ten "lodówkowy" powyżej uwieczniłam ja...
Korniszon dostał ode mnie między innymi nasze zdjęcie z Mazur. Ramka do zdjęcia początkowo prezentowała się tak
Wyszyłam latarnię...
Ramka po "remoncie"
poniedziałek, 26 września 2011
Wymianka Kawowa
Oprócz Wymianki z Fantazją, za którą raz jeszcze dziękuję Moteczkowi, biorę udział w Wymiance Kawowej. Przed moim wyjazdem na urlop dotarła do mnie paczuszka przygotowana przez: http://www.renataa25.blogspot.com/ W wyjazdowym, a później urodzinowym, zamieszaniu nie zdążyłam pokazać tych wszystkich śliczności, jakie dostałam. Zdjęcia jednakże zrobiłam od razu, ale i tak zbyt późno, by załapał się na nie czekoladowy wafel, który przesyłce "towarzyszył"... został on zjedzony natychmiast po rozpakowaniu paczuszki. Proszę patrzeć i podziwiać...
Renatko, ogromnie Ci dziękuję! Kawowo mi się robi, ilekroć spojrzę na Twoje dzieła :-) Poniżej pierwsze zdjęcia z działki, gdzie się we wrześniu urlopowałam...
sobota, 24 września 2011
Wymianka z fantazją
Wraz z moim wczorajszym powrotem z urlopu pojawiła się również wymiankowa przesyłka z Robótkowej Doliny. Jako, że dzisiaj Korniszon ma urodziny, i to takie "okrągłe", w piątkowy wieczór robiliśmy zakupy, a później na długie godziny zniknęłam w kuchni, by przyszykować surówkę, deser i upiec dwa ciasta. Nie zdążyłam zrobić wpisu na blog, ale już nadrabiam... Wymiankowy prezent dostałam z: http://www.robutkowadolina.blogspot.com/ Dziękuję bardzo! Książeczka z wzorami maleńkich haftów ucieszyła mnie ogromnie i na pewno będę z niej korzystać. Jeszcze bardziej ucieszyłam się z kwiatków na kawałkach brzozowego pnia. Brzozy to moje ulubione drzewa...
Ja przygotowywałam prezent dla: http://asia-mojepasje.blogspot.com/ Chciałam, by była to wymianka pod tytułem "Lato wszędzie"...
poniedziałek, 19 września 2011
urlopik
Za chwilę wyjeżdżam na kilkudniowy urlop. Nie będę mieć dostępu do internetu, więc zdjęć z Wymianki z Fantazją nie opublikuję o czasie. Mam nadzieję, że wysłana przeze mnie paczuszka będzie na miejscu najpóźniej jutro. Po powrocie, w czwartek lub piątek, nadrobię wszystkie wpisowe zaległości... :-) Pozdrawiam serdecznie |