Zakładki:
Blog Izy
Blog Pastelki Kraban
Blogi robótkowe
Blogi robótkowe włoskie
Blogi robótkowe zagraniczne
Przydatne
Strony Przyjaciół i Znajomych
Tu kupuję
Zaglądam, czytam, odwiedzam
Żeglowanie
free counters
RSS
niedziela, 29 sierpnia 2010

Jak już wspominałam w pourlopowym wpisie - na wakacje pojechałam z maszyną do szycia. Przydała się bardzo, kiedy to z powodu ulew dużo siedzieliśmy w domu. W dodatku do Cioci na tydzień przyjechała koleżanka, która swego czasu bardzo dużo szyła - miałam więc okazję przedstawić jej swoje "krawieckie" wizje, a także książkę "Patchworld krok po kroku", co zaowocowało uszyciem dwóch poszewek na poduszki. Z racji ograniczonych zasobów materiałów przywiezionych przeze mnie z Wrocławia, Ciocia na potrzeby krawieckich szaleństw przeznaczyła swoją bluzkę, która została wskazana jako pasująca kolorystycznie... Kilkugodzinne wysiłki trzech osób szyjących i dwóch nadzorujących ;-) przedstawiają się tak:

poduszka_01

poduszka_02

poduszka_03

Czy sama zdołam odtworzyć jak na razie dość dla mnie skomplikowane szyciowe czynności - nie wiadomo... Na razie nie próbowałam, dokończyłam nastomiast kilka drobnych haftów. Poniższy powstał na kanwie w niebieskie serduszka, którą dostałam za wyhaftowanie imion i ozdób na trzy ręczniki dla dzieci.

misie_01

W ubiegłą niedzielę zrobiłam orzechowo-owocowy sernik, taki bez pieczenia. Według przepisu na wierzchu miały być wiśnie zatopione w galaretce. Wiśni jakoś nie mogłam kupić, więc zastąpiłam je malinami i brzoskiwiniami, które nie zważając w ogóle na zalecenia przepisu, natychmiast zapadły się i znalazły w warstwie środkowej. Skroiłam więc jeszcze mango i ono na szczęście w galaretce osiadło. Sernik smakował mi bardzo, pomimo, że nie lubię w cieście orzechów, a w tym była ich ponad szklanka.

sernik_01

sernik_02

Kilka zdjęć z pierwszego etapu naszej sierpniowej wyprawy na Rysy

w drodze na Rysy_07

w drodze na Rysy_08

w drodze na Rysy_09

w drodze na Rysy_11

w drodze na Rysy_10

w drodze na Rysy_12

Zapisałam się na Candy u:

ABOKU

http://aboku02.blogspot.com/2010/08/candy.html

Candy

ScrapTutorial

http://scraptutorial.blogspot.com/2010/07/una-dolce-caramella-per-festeggiare.html

Candy

Kreatywny Kącik...

http://kreatywnykacik.blox.pl/2010/08/Rozdaje-CUKIERKI-WESELNE.html

Candy

COLORINA

http://colorina-art.blogspot.com/2010/07/zapraszam-na-candy.html

Candy

czwartek, 26 sierpnia 2010

Moja wakacyjna przesyłka wymiankowa dotarła do Lucynki (Po nitce do kłębka) - niestety z zawinionym przeze mnie opóźnieniem. Mam nadzieję, że mi je wybaczono... Na szczęście zawartość paczuszki spodobała się i można o tym poczytać tutaj:

http://ponitcedoklebka.blogspot.com/2010/08/cos-w-tym-jest.html

Zawieszka-owca niech przypomina o wakacjach...

wymianka wakacyjna

wakacyjna wymianka

Nie mogło zabraknąć koralików, pomponików, cekinków i tym podobnych :-) Guzik- konik morski przed wieloma laty przywiozłam z ówczesnego Związku Radzieckiego, niestety nie pamiętam skąd konkretnie.

wymianka wakacyjna

Karteczek przeróżnych też nie mogło zabraknąć

wymianka wakacyjna_01

Cieszę się bardzo, że zestawik do haftu krzyżykowego okazał się strzałem w dziesiątkę

wymianka wakacyjna_02

Dołączona do przesyłki kartka

wymianka wakacyjna_06

Zakańczając tym samym wymiankę wakacyjną, zapisałam się na kolejną, tym razem lawendową. Będzie ona moją piątą :-)

http://moteczek.blox.pl/2010/08/Wymianka-z-lawenda.html


Poniżej pierwsza seria zdjęć z działki rodziców Pastelki Kraban

dzialka 2010_01

dzialka 2010_02

dzialka 2010_03

dzialka 2010_04

Zapisałam się na Candy u:

Sabinkowe krzyżyki, papierki i nitki...

http://sabinkat1.blox.pl/2010/07/Candy-imieninowe-i-przeprosiny.html?commentedMod=1commented=1

Candy


piątek, 20 sierpnia 2010

Przedwczoraj wróciłam z kilkudniowych wczasów działkowych na ziemi lubuskiej. Objadłam się jeżynami, w przeważającej części niedojrzałymi (nie mogłam się powstrzymać!), jak również ziemniakami pieczonymi w ognisku (które to ziemniaki pochłaniałam czasem razem ze zwęgloną łupinką). W tym roku z Pastelką Kraban bardzo ograniczyłyśmy się w ilości zrobionych zdjęć, bo przywiozłyśmy ich zaledwie około tysiąca. Wśród nich oczywiście "niepowtarzalne" ujęcia typu: my zza brzoskwini, zza kwiatka żółtego, zza kwiatka różowego, zza jeżyny... byłoby również: my zza maliny, lecz po malinach ślad nie został, bo właściwie to na działce ponoć nie było ich w tym roku. Większość z owych ujęć wypróbowywana była z różnymi minami, co w połączeniu z fotografiamii z dwóch poprzednich lat, daje nam około pięciu tysięcy kwiatkowo-owocowych naszych portretów i ogrodowych migawek. Oglądanie takich zdjęć szczególnie dobrze robi jesienią, a jeszcze lepiej zimą, więc na pewno będę do nich wracać.

Nasz wspólny z Arkiszonikiem urlop skończył się na przełomie lipca i sierpnia. Na jedenaście dni wybraliśmy się w góry do mojej Cioci. Auto udało mi się zapakować bagażami dość "szczelnie", udało mi się też przekonać Arkiszonika o bezwzględnej konieczności zabrania maszyny do szycia... Nawet nieszczególnie wnikał po co właściwie jest mi ona potrzebna, słusznie uznając, że może lepiej nie wiedzieć. Ja zaś chciałam, by Ciocia pokierowała nauką szycia, poza tym liczyłam, że po prostu będę mieć na to szycie czas. Wyruszyliśmy dość późno, mimo to po drodze zatrzymaliśmy się na posiłek - i wtedy okazało się, że samochód nie chce zapalić. Po wielu próbach uruchomienia wypakowanego bagażami (i maszyną do szycia) auta wydawało się, że skończy się na tym, że z całym tym kramem wrócimy do Wrocławia, albo też zostaniemy odstawieni do najbliższego miasta. Utknęliśmy gdzieś pod Gliwicami, a laweta jechała po nas aż z Wodzisławia Śląskiego. Nad nami wisiała wizja zmarnowanego urlopu, poważnej naprawy auta, a także -być może- nocowania w hotelu razem z licznymi tobołami i maszyną do szycia... Po czterech godzinach spędzonych na czekaniu na lawetę, która miała nas zawieźć nie wiadomo dokąd (pomysły padały coraz to inne), Arkiszonik zaśpiewał piosenkę, w której zawarta była groźba skierowana pod adresem auta - jeśli zaraz nie pojedzie, to zostanie oddane na złom. Kolejna próba uruchomienia... i samochód zapalił jak gdyby nigdy nic, a mniej więcej dziesięć minut później nadjechała laweta. Po obejrzeniu auta i próbach wyjaśnienia co się stało, poradzono nam, że skoro możemy, to żebyśmy na urlop jechali, co zresztą i bez porad zamierzaliśmy uczynić :-). O tej porze powinniśmy dojeżdżać do celu, ale i tak byliśmy zadowoleni, że wreszcie wyruszamy z przystanku. Następnego dnia auto trzeba było jednak odstawić do warsztatu, w którym było prawie tydzień, bo na tyle poważna okazała się awaria.

W czasie czekania na przyjazd lawety wyszywałam serce, dokańczałam je natomiast w czasie deszczowych dni, których niestety było bardzo dużo.

serce

Na urlopie rozpoczęłam wyszywanie zestawu "Morskie dekoracje". Pół wieczoru segregowałam dołączone muluny, kierując się ilością nici i angielskimi opisami kolorów. Było to dość wykańczające zajęcie i przekonałam się, że jednak wolę wyszywać, używając mulin ponumerowanych. Zestaw jednak bardzo mnie urzekł, a otrzymałam go za uzbierane krzyżyki w internetowym sklepie.

morskie dekoracje_01

morskie dekoracje_02

morskie dekoracje_03

Z powodu ulew, a następnie lokalnych powodzi i podtopień, z naszych ambitnych planów chodzenia po Tatrach niewiele wyszło. Byliśmy tylko na jednej, za to niezapomnianej wycieczce - na Rysy. Wchodziliśmy od strony słowackiej w dniu, który jako jedyny zapowiadany był jako względnie pogodny.

Zaraz na początku wędrówki natrafiliśmy na taki widoczek:

w drodze na Rysy_01

Nad górami tymczasem niebo stawało się coraz ciemniejsze. Arkiszonik zaśpiewał piosenkę straszącą tym razem pogodę... chmury zaraz się zwinęły...pogodę mieliśmy do wspinaczki idealną :-), o czym będzie w kolejnym wpisie...

w drodze na Rysy_02

w drodze na Rysy_03

w drodze na Rysy_04

w drodze na Rysy_05

w drodze na Rysy_07

czwartek, 12 sierpnia 2010

Przyszła dzisiaj do mnie paczuszka z wakacyjnej wymianki! A w przesyłce śliczności... Przygotowała je Ania z blogu

http://matricaria88.blogspot.com/

Bardzo dziękuję! Przy okazji sam blog stał się dla mnie odkryciem, dotąd jakoś doń nie dotarłam... Dodaję do zakładek i w najbliższej - mam nadzieję - przyszłości zamierzam przejrzeć cały :-)

Oto przesyłka po rozpakowaniu:

wakacyjna wymianka_01

Bardzo lubię słoneczniki :-)

wakacyjna wymianka_02

Kartka, oprócz tego, że rozbawiła treścią, przypomniała mi o tym, że przed laty byłam w Świdwinie, wprawdzie tylko czekałam tam na autobus, ale byłam :-)

wakacyjna wymianka_03

Takie dodatki cieszą zawsze :-)

wakacyjna wymianka_04

Dostałam również kawałek plaży...

wakacyjna wymianka_05

Arkiszonik dzisiaj wraca znad morza i może przywiezie mi meduzę ;-) albo przynajmniej jakąś rybkę... W ostateczności ucieszę się z samego powiewu bałtyckiego wiatru... który w dzieciństwie usiłowałam zabierać do domu w szklanych butelkach po mleku... Byłam niepocieszona, że w czasie kilkunastogodzinnej podróży szkło się rozbiło i morskie powietrze rozeszło po pociągu :-( Na szczęście pozostawało słuchanie szumu morza w dużej muszli i oglądanie wyklejonych z malutkich muszelek statków...

Jadzia opowiedziała mi, że ona z kolei próbowała "wyhodować" bursztyn. Wiedziała, że powstał on z żywicy i morskiej wody, toteż piękny kawał świeżutkiej żywicy przyniosła z lasu i umieściła w szklance z wodą, do której to dosypywała soli i wszystko razem wytrwale mieszała łyżeczką... Niestety pomimo wielu starań owa hodowla nie przyniosła oczekiwanych efektów ;-(


W czasie, gdy mnie na blogu nie było, wyszywałam pilnie, między innymi taki oto ręcznik:

recznik z rozami_01

recznik z rozami_02

recznik z rozami_03

poniedziałek, 09 sierpnia 2010

Urlop skończył się wprawdzie na początku sierpnia, ale jak dotąd nie udało mi się jeszcze zameldować blogowego powrotu. Tym goręcej dziękuję Wszystkim, którzy tutaj przez ten czas zaglądali.

Dzisiaj tylko taki krótki wpisik. Relację z wakacji rozpocznę już wkrótce, a pomimo niepogody zdjęć zrobiłam tyle, że będę miała z nimi zajęcie na długi czas :-). W dodatku to wcale jeszcze nie koniec, bo w przyszłym tygodniu wybieram się na trzy dni z Pastelką Kraban na działkę jej rodziców. Dwa lata temu przez cztery dni zrobiłyśmy wspólnie około dwóch tysięcy fotografii... wspierane zresztą przez tatę Pastelki Kraban, który na długo przed naszym przyjazdem bronił zrywania jakichkolwiek owoców i kwiatów, "bo one będą do zdjęcia". W roku ubiegłym zdjęć powstało już mniej - zaledwie tysiąc z kawałkiem ;-)

Arkiszonik udał się na rejs po Bałtyku i w smsach płyną wieści: najpierw o braku wiatru, a następnie o jego nadmiarze. Noc na wzburzonym morzu została odchorowana, ale już popołudniu usłyszałam, że Arkiszon z rejsu zadowolony :-)

Mysz nietelefoniczna została oprawiona:

mysz_02

Kilka zdjęć z nielicznych słonecznych wakacyjnych chwil w Gorcach

wakacje 2010_01

wakacje 2010_02

wakacje 2010_03

wakacje 2010_04

Rabka_01


Rabka_02