Zakładki:
Blog Izy
Blog Pastelki Kraban
Blogi robótkowe
Blogi robótkowe włoskie
Blogi robótkowe zagraniczne
Przydatne
Strony Przyjaciół i Znajomych
Tu kupuję
Zaglądam, czytam, odwiedzam
Żeglowanie
free counters
RSS
sobota, 31 sierpnia 2013

W pasmanterii w Lubsku zakupiłam taki oto igielnik (na zdjęciu jest już na działce):

lato 2013_74

Kolejne zdjęcia z serii: "SIERPNIOWA PRZYRODA"

lato 2013_78

lato 2013_78

 lato 2013_140

lato 2013_76

lato 2013_73

lato 2013_72

lato 2013_103

lato 2013_79

lato 2013_104

lato 2013_183

lato 2013_184

lato 2013_185

lato 2013_65

lato 2013_64

lato 2013_72

Pastelka Kraban dla całej rodzinki przyrządziła kolorowe paprykowe danie. Ja zajęłam się foto-stroną przyjęcia :-) i oczywiście konsumpcją...

lato 2013_71

lato 2013_58

lato 2013_74

lato 2013_66

"SIERPNIOWEJ PRZYRODY" ciąg dalszy

lato 2013_70

lato 2013_67

lato 2013_92

lato 2013_93

lato 2013_94

lato 2013_72

lato 2013_186

lato 2013_93

lato 2013_94

lato 2013_95

lato 2013_107

lato 2013_105

lato 2013_70

lato 2013_71

lato 2013_69

lato 2013_69

lato 2013_68

lato 2013_70

lato 2013_106

lato 2013_68

lato 2013_67

 lato 2013_139

Wraz z Pastelką Kraban upiekłyśmy kolejny sernik (ostatnio zawsze z przepisów "Śladami Słodkiej Babeczki"). Z braku malin na wierzch dałyśmy zmiksowane nektarynki

sernik_09

Po wyprawie na działkę do nektarynek doszły jeżyny i nadały sernikowi leśną smakową nutę, którą wcześniej miały wnieść maliny...

lato 2013_109

czwartek, 29 sierpnia 2013

Prawie pięciodniowy pobyt na Ziemi Lubuskiej upłynął pomiędzy deszczem a słońcem, poszukiwaniem ostatniej maliny a już dojrzałej jeżyny, wspólnych zakupowych wyprawach "na miasto", a przede wszystkim na zachwycie nad przyrodą - jak co roku...

lato 2013_57

lato 2013_53

lato 2013_54

lato 2013_56

lato 2013_58

lato 2013_59

lato 2013_53

lato 2013_54

lato 2013_56

lato 2013_55

lato 2013_53

lato 2013_57

lato 2013_55

lato 2013_73

lato 2013_56

lato 2013_188

lato 2013_58

lato 2013_74

lato 2013_76

lato 2013_59

lato 2013_101

lato 2013_54

lato 2013_36

lato 2013_89

lato 2013_77

lato 2013_60

lato 2013_61

lato 2013_102

lato 2013_62

lato 2013_62

lato 2013_90

lato 2013_64

lato 2013_91

lato 2013_65

lato 2013_92

Z przywiezionego z Wrocławia haftu Pastelka Kraban pomogła mi uszyć serce

lato 2013_142

wtorek, 27 sierpnia 2013

Gdybym miała wybrać jedno, takie jedyne zdjęcie z tegorocznych wakacji, to byłoby ono takie

lato 2013_53

Wakacyjna widokówka z wakacji osnuta dymem z ogniska, który to dym lepiej widać na poniżej fotografii (ale bardziej podoba mi się ta pierwsza)

lato 2013_54

Ukończyłam wreszcie haft ze słońcem i mam zamiar wykorzystać go do uszycia poduszki na prezent

obrazek_02

obrazek_03

obrazek_04

obrazek_05

obrazek_06

niedziela, 25 sierpnia 2013

Dzisiaj będzie ostatnia porcja zdjęć z naszej eskapady do Włoch, prawie wszystkie autorstwa Pastelki Kraban

Rzym 2013_191

"Roślinny odpowiednik" wilczycy...

Rzym 2013_191

Na kopułę Bazyliki Św. Piotra wspinałam się po raz chyba siódmy (a może ósmy?). Zawsze bardzo cieszy mnie wędrowanie w przechyle pod koniec :-)

Rzym 2013_194

Na dachu Bazyliki uparłam się, by fotografować taką oto figurę...

Rzym 2013_189

Musiałyśmy być nieźle wykończone upałem i zwiedzaniem, skoro w czasie gdy ja robiłam kolejne zdjęcia jednej i tej samej figurze, Beata rozsiadła się, rozejrzała wokół i westchnęła z zachwytem: "Tyle tu gór...".

Poniżej ulubione zdjęcie Pastelki Kraban

Rzym 2013_191

Rzym 2013_193

Rzym 2013_192

Rzym 2013_187

Rzym 2013_193

Rzym 2013_187

Rzym 2013_190

Rzym 2013_192

Rzym 2013_193

To zdjęcie zrobione przez Beatę, moim zdaniem bardzo nastrojowe...

Rzym 2013_190

Opowieści o naszych przygodach, jak słusznie zauważyła Rzymska Kuzynka w większości będących na nasze własne życzenie :-), zakończyłam na wycieczce po Wenecji. Jeśli liczyłyśmy, że będzie tam chociaż trochę chłodniej, to byłyśmy w błędzie. Wysoką temperaturą tłumaczyć można fakt, że Beata szukała Placu Marco Polo, zamiast San Marco... podobno ja tak jej właśnie powiedziałam. Pojęcia nie mam. Marco Polo to było lotnisko, na które rankiem przyleciałyśmy i gdzie w przechowalni zostawiłyśmy bagaże. Udało nam się na to lotnisko z powrotem trafić bez żadnych kłopotów, bagaże odebrać i odnaleźć stanowisko, z którego odjechać miał autobus do Treviso. Okazało się, że oba weneckie lotniska nie mają bezpośredniego połączenia, a w informacji turystycznej dowiedziałyśmy się wprawdzie, że autobus do Treviso jeździ i o jakich godzinach, ale co dalej to już nie potrafiono nam powiedzieć. Przynajmniej jednak mogłyśmy dużo wcześniej kupić bilet. Po dojeździe do Treviso zapytałam kierowcy naszego autobusu o połączenia z lotniskiem, na co on polecił mi szukać przystanku na najbliższej ulicy. Przemieszczanie się gdziekolwiek było utrudnione, gdyż walizka Beaty nie miała rączki, po tym jak urwała się ona jeszcze w Neapolu. Moją rozerwaną z kolei walizkę udało mi się dopiąć na drugi zamek, który jednak zmniejszył jej wymiary, więc cześć rzeczy musiałam przepakować do torby, która ciężarem zbliżała się do 10 kilogramów... W podróży byłyśmy już blisko dobę, a jeszcze czekał nas lot z największymi wagowymi ograniczeniami bagażu, co w przypadku Beaty oznaczało, że powinna mieć go o 6 kilogramów mniej niż gdy wylatywałyśmy z Katowic... Wcześniej jednak na lotnisko należało się dostać. Przystanku nie mogłyśmy znaleźć i nikt z pytanych osób nie miał pojęcia gdzie on może być. W końcu trafiłyśmy na kogoś, kto wiedział i chciał nam miejsce pokazać, a że spieszył się na pociąg, więc wpadł na pomysł, byśmy za nim z naszymi walizkami biegły. Okazało się, że nie tylko mogę jeszcze z bagażami biec, ale równocześnie prowadzić rozmowę po włosku i po angielsku, tłumacząc w dodatku, że nie wiem, czy mi się Treviso podoba, przyjechałam tu bowiem kilkanaście minut wcześniej. Po biegu z ciężarami i wystaniu się w kolejce po bilet w oddalonej od przystanku kasie, wsiadłyśmy do autobusu. Powiedziano nam, że podróż będzie trwała trzydzieści minut, a kiedy po dwudziestu dotarliśmy do lotniska, oznajmiłam, że mi przysługuje jeszcze dziesięć minut jazdy, więc nie wysiadam :-). Beata przestraszyła się trochę, że ja tak na serio... Lotnisko w Treviso okazało się nieduże i bardzo zatłoczone. Próbowałam przepakować się tak, by móc zapiąć walizkę na zmniejszający jej rozmiar zamek, a równocześnie nie mieć zbyt wypchanego bagażu podręcznego, by wszedł on do skrzynki. W rezultacie lekkie, lecz nie mieszczące się już nigdzie ubrania ponakładałam na siebie i przewiązałam się w pasie przeciwdeszczową kurtką. Beata przepakowała się jeszcze ze trzy razy i tyleż samo ważyła swoją walizkę - zawsze wychodził jej nadbagaż. Na sobie miała już polarową bluzę i drugą zwykłą, narzucony na ramiona różowy sweter, przewiązana była w pasie kurtką i kolejną bluzą... a to wszystko przy temperaturze trzydziestu jeden stopni, którą pokazywał lotniskowy termometr. Śmiałyśmy się, że brakuje jej jeszcze kozaków na nogach, ale i bez kozaków wzbudzała spore zainteresowanie. Z dużej kolejki ustawionej do stanowisk bagażowych zostałyśmy przesunięte do mniejszej i dopiero pod koniec spostrzegłyśmy, że jest to odprawa bagażu przez automat z obsługą pasażera. Miałam z tym do czynienia raz, przed pięcioma laty w Chicago, kiedy to pięcioosobową ekipą przez dłuższą chwilę usiłowaliśmy bez skutku odprawić bagaże, na pomoc wzywając w końcu kogoś z pracowników lotniska. Kiedy po długim oczekiwaniu ten ktoś w końcu nadszedł, zapytał od razu w jakim stanie leży Frankfurt... Jak to w jakim stanie? Frankfurt jest przecież w Europie! Pytanie pracownika lotniska było jednak uzasadnione, bo staliśmy przy stanowiskach lotów krajowych. I przez ponad godzinę nikt tego nie zauważył... Całe szczęście, że tych bagaży nie udało się nam odprawić! A jak gorąco się zrobiło, gdy okazało się, że do właściwej odprawy kolejka jest jeszcze większa niż ta, w której staliśmy, a czasu już mało... Wspominając to wszystko, stwierdziłam, że przygód już więcej nam nie trzeba, przy automatycznej odprawie nikt nie pomagał, a ja nie miałam sił wczytywać się we włoskie instrukcje, przeniosłyśmy się więc na koniec "zwykłej" kolejki. Przy okazji obejrzałyśmy liczne próby wepchnięcia bagażu podręcznego w skrzynkę - rzadko komu on tam się mieścił. Taka sama skrzynka, tyle że już obudowana, stała w miejscu gdzie kontrolowano bilety i każdy musiał pokazać, że bagaż podręczny jest w stanie do niej włożyć i jeszcze do tego wyjąć :-). Bagaże główne na szczęście ważyłyśmy wspólnie i nadałyśmy bez problemów. Następna kolejka była ogromna i nie wyglądało na to, że stojąc w niej, zdążymy na samolot... Po jakimś czasie odlatującym do Polski i Niemiec kazano przejść do nowo utworzonej kolejki, w której był już taki pośpiech, że o żadnych bagażowych skrzynkach nie było mowy. Wprawdzie torbę podręczną miałam spakowaną tak, że prawdopodobnie by się zmieściła, jednak bałam się uszkodzenia aparatu fotograficznego. Przy przechodzeniu przez bramki Beata została zatrzymana przez panią, która poleciła jej zdjąć te wszystkie ponarzucane bluzy, kurtkę oraz sweter i wszystko włożyć do pojemnika, by zostało prześwietlone. Beata zrozumiała, że ma za dużo rzeczy na sobie i zaczęła tłumaczyć, że jej zimno... W zestawieniu z ponad trzydziestostopniową temperaturą na pewno wypadło to bardzo wiarygodnie. Padło pytanie: "Czy pani mówi w jakimkolwiek języku?". W końcu po angielsku dogadały się, że rzeczy nie trzeba oddawać, tylko po prostu zdjąć... Na sam koniec razem z wieloma innymi pasażerami do Wrocławia stałyśmy w niewłaściwej kolejce do wyjścia na płytę lotniska, udzieliłyśmy też błędnej informacji jakiemuś panu pytającemu po angielsku, na szczęście udało się go później odszukać. Do Wrocławia dotarłyśmy przed północą, po półtorej dobie podróży, przejeździe metrem, pociągiem, sześciu podróżach autobusem i znalezieniu się w ciągu kilkunastu godzin na czterech lotniskach.

lot 2013_08

lot 2013_09

Nasza dziewięciodniowa wyprawa była bardzo udana. Straty takie jak rączka walizki, statyw oraz kilka kilogramów wagi własnej to drobiazgi :-) Strata kilku kilogramów bagażu to sukces! :-)


Dokończyłam niedawno biedronki

biedronki_01

biedronki_02

sobota, 24 sierpnia 2013

Czasami mam wrażenie, że niektórym trzeba czasem pokazać na co mają patrzeć albo co mogą sfotografować. Tak właśnie było z weneckim mostem i odbiciem budynków w wodzie. Most i odbicie były mijane obojętnie do czasu, kiedy skierowałam tam obiektyw mojego aparatu. Natychmiast dwie przechodzące obok grupki osób znalazły tam źródło inspiracji, a chociaż wokół pełno było mostów i jeszcze więcej budynków "przeglądających się" w wodzie, wszyscy nagle zaczęli fotografować właśnie to... :-)

Wenecja 2013_81

Wenecja 2013_82

Wenecja 2013_76

Na uwagę zasługuje lustro :-)

Wenecja 2013_64

Wenecja 2013_72

Wenecja 2013_68

Wenecja 2013_64

Wenecja 2013_65

Wenecja 2013_77

Wenecja 2013_78

Wenecja 2013_73

Wenecja 2013_67

Wenecja 2013_67

Wenecja 2013_79

Wenecja 2013_77

Warzywniak na "fali"...

Wenecja 2013_71

Wenecja 2013_70

Wenecja 2013_80

Wenecja 2013_74

Wenecja 2013_75

Wenecja aparatem Beaty...

Wenecja 2013_81

Wenecja 2013_82

Wenecja 2013_83

 

Poniżej wybrane zdjęcia zrobione przez Pastelkę Kraban

Seria z mewami...

mewa_01

mewa_04

mewa_02

mewa_03

Reggia di Caserta

Caserta_36

Caserta_34

Caserta_35

Caserta_34

Caserta_34

Caserta_38

Wezuwiusz

Wezuwiusz_45

Wezuwiusz_45

Wezuwiusz_45

Wezuwiusz_46

Wezuwiusz_46

Herkulanum

Herkulanum_30

Herkulanum_30

Herkulanum_32

Herkulanum_31

Neapol

Neapol_40

Neapol_41

Neapol_40

Neapol_41

Rzym

Rzym 2013_198

Rzym 2013_197

Rzym 2013_187

Rzym 2013_196

Rzym 2013_195

Rzym 2013_189

Rzym 2013_195

czwartek, 22 sierpnia 2013

Powróciłam wczoraj wieczorem z krótkiego wypadu na Ziemię Lubuską, ale zanim zamieszczę zdjęcia przyrodniczo-zwiedzaniowo-kulinarne, dokończę foto-relację z Wenecji...

Wenecja 2013_64

Wenecja 2013_65

Wenecja 2013_66

Wenecja 2013_67

Wenecja 2013_63

Wenecja 2013_41

Wenecja 2013_71

Wenecja 2013_64

Wenecja 2013_44

Wenecja 2013_69

Wenecja 2013_46

Wenecja 2013_72

Wenecja 2013_73

Wenecja 2013_45

Wenecja 2013_43

Wenecja 2013_42

Wenecja 2013_53

Wenecja 2013_68

Wenecja 2013_54

Wenecja 2013_74

Wenecja 2013_60

Wenecja 2013_55

Wenecja 2013_71

Wenecja 2013_56

Wenecja 2013_70

Wenecja 2013_61

Wenecja 2013_57

Wenecja 2013_40

Wenecja 2013_58

Wenecja 2013_80

Wenecja 2013_64

Wenecja 2013_75

Wenecja 2013_76

Wenecja 2013_79

Wenecja 2013_81

Wenecja 2013_77

Wenecja 2013_62

sobota, 17 sierpnia 2013

Po zostawieniu w przechowalni naszych "przybyłych z Istambułu" bagaży, pojechałyśmy autobusem do Wenecji. Po trudach wielogodzinnego już podróżowania byłyśmy średnio rześkie, jednak na zwiedzanie ruszyłyśmy ochoczo, a ja postanowiłam uważać, by nigdzie się nie potknąć i nie wpaść do wody razem z aparatem. Chociaż okazji miałam mnóstwo, jednak udało się kąpieli nie zaliczyć, a i zdjęcia powstały...

Wenecja 2013_34

Wenecja 2013_35

Wenecja 2013_20

Wenecja 2013_26

Wenecja 2013_28

Wenecja 2013_24

Wenecja 2013_29

Wenecja 2013_25

Wenecja 2013_21

Wenecja 2013_22

Wenecja 2013_23

Wenecja 2013_36

Wenecja 2013_19

Wenecja 2013_37

Wenecja 2013_33

Wenecja 2013_38

Wenecja 2013_18

Wenecja 2013_27

Wenecja 2013_30

Wenecja 2013_17

Wenecja 2013_31

Wenecja 2013_32

Wenecja 2013_47

Wenecja 2013_39

Wenecja 2013_48

Wenecja 2013_49

Wenecja 2013_50

Wenecja 2013_51

Wenecja 2013_52

piątek, 16 sierpnia 2013

Po opisanych w poprzednim poście przygodach z dojazdem, ucieszyłyśmy się bardzo ze znalezienia się na lotnisku. Zamierzałyśmy tutaj nocować, częściowo ze względów oszczędnościowych, ale także dlatego, że lot miałyśmy o tak wczesnej godzinie, że poza taksówką nie było sposobu, by na lotnisko dotrzeć. Rozejrzawszy się, stwierdziłyśmy, że port lotniczy w Neapolu to całkiem miłe miejsce i nie my jedne miałyśmy zamiar przeczekać na nim do rana. Dołączyłyśmy do -już porozkładanego na ławkach- towarzystwa na piętrze. Niebawem zaczęły irytować mnie... gadające schody ruchome. Ilekroć ktoś się do nich zbliżał, z głośnika rozlegał się okrzyk: "Attenzione!", po czym płynęła przestroga, by na schodach uważać. Na szczęście w nocy schody umilkły, jako że były nieczynne. Odbywało się wprawdzie sprzątanie terminalu, jednak czyniono to, starając się nie zakłócać spokoju śpiących podróżnych. Lotnisko w Neapolu na nocleg mogę polecić o wiele bardziej niż rzymskie Fiumicino, na którym też kiedyś spędziłam noc w wyniku kilkunastogodzinnego opóźnienia lotu.

W naszym pierwszym locie (z Katowic) mogłyśmy mieć po 30 kg bagażu głównego i 10 podręcznego, w locie drugim bagaż główny mógł mieć 20 kg, natomiast w trzecim - tylko 15... Beata w podróży przez Italię miała więc zadanie "zejścia z bagażu", czyli ograniczenia go o ponad sześć kilo... Zakupione kawy, a także sery, które otrzymałyśmy w prezencie, tego zadania nie ułatwiały. Beata chciała zważyć swoją walizkę, a ja dowiedziałam się, że może to zrobić na stanowiskach odprawy. Jeden z pracowników lotniska osobiście mnie tam zaprowadził. Beata rozpoczęła proces przepakowywania rzeczy z walizki do torby, a z torby do walizki, i aż czterokrotnie jeździła na dół to wszystko ważyć, przy czym za ostatnim razem wyłączono ruchome schody, więc musiała bagaż na piętro wnosić. Chodziło o to, żeby walizka nie była zbyt ciężka, a torba podręczna - zbyt pękata... Stąd to przepakowywanie. Ja też dałam się namówić na zważanie swojego bagażu, przy czym zapomniałam o przestrogach ruchomych schodów i kiedy głośnik ryknął mi nad uchem: "Attenzione!", przestraszywszy się, omal nie spadłam razem z walizką. Okazało się, że moja walizka waży 16 kilo, więc przepakowanie tego kilograma zostawiłam sobie na ostatnie lotnisko. Tam obydwie z Beatą dałyśmy popis, ale o tym jeszcze będzie.

Trochę podrzemałyśmy, a o czwartej trzydzieści okazało się, że my leżymy, a wokół nas już pełno ludzi... Lotnisko tętniło życiem, schody ostrzegały i startowały pierwsze samoloty. Na pół godziny przed otwarciem naszej odprawy stałyśmy już na dole przed tablicą informacyjną. Poza wyświetleniem godziny lotu do Wenecji nic więcej nie było tam podane, również o czasie, kiedy odprawa powinna się już zacząć. Dopiero w informacji sprawdzono mi numer stanowiska, lecz kiedy pod nie podeszłyśmy, okazało się, że jest zamknięte. Niebawem pojawiła się para Włochów w średnim wieku, również udających się do Wenecji i skołowanych tak samo jak my. Po jakimś czasie przy jednym ze stanowisk odprawy rozsiadł się pan, narobił rabanu o brak jakichś kluczy, po czym wezwał do siebie parę Włochów. Najpierw przekonał ich, że wszystkie bagaże muszą nadać jako rejestrowe, po czym rozpoczął pogawędkę o polityce, bezpieczeństwie i wpływie turystyki na życie kraju. Czas płynął, za nami zaczynała tworzyć się kolejka. Bagaże Włochów nadal leżały na wadze, a pan z odprawy przeszedł już do opowiadania historii ze swojego dzieciństwa. Zaczęłam się niecierpliwić, bo nie byłam pewna jak na tym lotnisku wygląda przejście przez bramki. Już nieraz we Włoszech zdarzyło mi się tam utknąć (kiedyś byłam nawet wzywana do samolotu) i nie chciałam przechodzić tego teraz, skoro na lotnisku zjawiłyśmy się tyle godzin wcześniej... W końcu otworzono również drugie stanowisko i dopiero wówczas odprawa ruszyła. Przy przejściu przez bramki kolejki nie było, zapytano mnie tam jednak o przewożony w bagażu podręcznym statyw. Statyw bez problemu przeszedł dokładną kontrolę w Katowicach. W Neapolu powiedziano mi, że muszę go zostawić, bo jest za długi. Nie pomogły tłumaczenia, że przecież złożony - nie wolno i już. Panie były bardzo miłe i doradzały mi próbę oddania go z bagażem rejestrowym, jednak sama myśl o ponownym staniu w kolejce, dyskusji ze wspomnianym wcześniej panem i niepewnym rezultacie tych wszystkich starań, spowodowała, że byłam skłonna się ze statywem rozstać, zwłaszcza, że mimo tego, iż niewiele go używałam, sam się w plecaku rozkręcił i nie dawał złożyć. Nie wiedziałam nawet czy w ogóle się to uda, więc wszelkie starania o zabranie go do Polski wydawały mi się bezsensowne. Beacie natomiast próbowano zabrać sery, ale kiedy panie przekonały się, że to nie mozarella, sery pozwolono przewieźć.

Niebawem znalazłyśmy się na pokładzie samolotu lecącego do Wenecji

Włochy

Wyruszamy z Neapolu...

lot 2013_07

Nie mogłam doczekać się zobaczenia z góry laguny, więc oczywiste jest, że kiedy wreszcie zobaczyłam, zdjęć musiałam zrobić sporo...

Wenecja 2013_08

Wenecja 2013_09

Wenecja 2013_10

Wenecja 2013_01

Wenecja 2013_02

Wenecja 2013_03

Wenecja 2013_04

Wenecja 2013_05

Wenecja 2013_06

Wenecja 2013_07

Wenecja 2013_11

Wenecja 2013_12

Widok na Wenecję

Wenecja 2013_13

Wenecja 2013_14

Wenecja 2013_15

Pas startowy, a za nim woda...

Wenecja 2013_16

Po wylądowaniu poszłyśmy odebrać walizki. Ustawiłyśmy się przy "karuzeli" z informacją, że tutaj będą do odebrania bagaże z lotów z Rzymu i z Neapolu. Kiedy pusta taśma została wyłączona, a przy niej tkwiliśmy już tylko my oraz znana nam para Włochów, zaczęłam się obawiać, że pan-gawędziarz wyprawił nasze bagaże w siną dal. Po kolejnych kilkunastu minutach oczekiwania dostrzegłam nagle po drugiej stronie hali coś bordowego, co sprawiło, że zadałam Beacie pytanie: "Czy to nie twoja walizka tam jeździ?". Całe szczęście, że bagaż Beaty miał tak charakterystyczny kolor, swojej (czarnej) walizki na ostatnim stanowisku za nic bym nie dojrzała. Na taśmie krążyły sobie cztery nasze bagaże, a nad nimi świecił napis: "Istambuł". Od razu powinnyśmy się domyśleć, że to tam należy szukać...

czwartek, 15 sierpnia 2013

Czwartego dnia pojechałyśmy do Bazyliki Św. Pawła za Murami...

Rzym 2013_181

Rzym 2013_151

Rzym 2013_183

Rzym 2013_168

Rzym 2013_170

Rzym 2013_169

Rzym 2013_177

Rzym 2013_184

Rzym 2013_185

Rzym 2013_155

Rzym 2013_172

Rzym 2013_186

Rzym 2013_171

Rzym 2013_152

Rzym 2013_188

Rzym 2013_179

Rzym 2013_173

Rzym 2013_160

Rzym 2013_154

Rzym 2013_182

Rzym 2013_174

Rzym 2013_159

Rzym 2013_161

Rzym 2013_175

Rzym 2013_156

Rzym 2013_153

Rzym 2013_150

Rzym 2013_163

Rzym 2013_176

Rzym 2013_180

Rzym 2013_162

Rzym 2013_159

Rzym 2013_157

Rzym 2013_178

Rzym 2013_158

Po powrocie zrobiłam kilka zdjęć w miejscu, gdzie mieszkałyśmy, dokończyłyśmy pakowanie i poszły zobaczyć basen, z którego planowałyśmy korzystać codziennie... tymczasem przez cały pobyt na campingu nawet do niego nie dotarłyśmy. Pastelka Kraban i Beata zgodnie orzekły, że biuro podróży "Żyrafa TOUR" nie daje nawet chwili wytchnienia wykończonym przez upały uczestnikom wycieczki... Zupełnie jakbyśmy przez dwie godziny nie były nad Morzem Tyrreńskim! :-)

Rzym 2013_165

Rzym 2013_166

Rzym 2013_164

Rzym 2013_167

Nasza wycieczka tego dnia rozdzielała się. Pastelka Kraban zostawała w Rzymie, by następnego dnia odlecieć stamtąd do Wrocławia. Ja z Beatą ruszałyśmy natomiast na najbardziej zwariowaną część naszej eskapady. Zaczęło się rewelacyjnie, bo od pęknięcia mojej walizki... Rozdarł się materiał tuż przy zamku błyskawicznym. Nie zdziwiło mnie to, bo walizka była nagryziona zębem czasu, jak również naznaczona trudami wielu podróży i kilkudziesięciu chyba lotów, jednak nic nie wskazywało na to, że zepsuje się właśnie w ten sposób (bardziej oczekiwałabym, że rozlecą się kółka). Zaraz potem okazało się, że rączka od walizki Beaty nie chce się schować. O ile w przemieszczeniu się tak bardzo to nie przeszkadzało, to jednak w perspektywie czekających nas dwóch przelotów przyszłość wysuniętej rączki stawała pod znakiem jej wyrwania i zaginięcia. O ile w ogóle uda się w takim stanie nadać walizkę na bagaż rejestrowy... Do tego rączka wygięła się tak, że obawiałyśmy się, że wszystkie próby schowania, skończą się jej złamaniem.

Martwienie się o obydwie walizki zostawiłyśmy na później, bowiem zbliżał się czas odjazdu naszego pociągu. Zdążyłyśmy w ostatniej chwili. Pierwsze pół godziny podróży minęły w wielkim tłoku i bardzo wysokiej temperaturze. Im bliżej Neapolu, tym było mniej ludzi, a do stacji końcowej dojechali już tylko nieliczni. Był już wieczór. Plan, opracowany jeszcze we Wrocławiu, zakładał po przybyciu na dworzec główny kupienie biletu na autobus, kursujący na lotnisko co 20 minut (jak wynikało z rozkładu jazdy dostępnego w internecie i na przystanku). Po wyjściu na zewnątrz dworcowego budynku, zobaczyłam stojący na przystanku autobus na lotnisko. Przyspieszyłam kroku, Beata zrobiła to samo. Już prawie dobiegałam do autobusu, gdy usłyszałam za sobą jakiś rumor. Na chodniku leżała walizka, a nad nią stała Beata i jakiś mężczyzna. Okazało się, że Beata straciła równowagę, a przypadkowy przechodzień chcąc jej pomóc, chwycił za rączkę walizki. Urwawszy tę rączkę, przeraził się okropnie... Nie wiedział przecież, że rączka była już wygięta i nadwyrężona, więc pomyślał oczywiście, że to jego wina. Kiedy odwróciłam się w stronę przystanku, naszego autobusu już nie było... Na początku nie zmartwiłyśmy się, bo następny miał być przecież za 20 minut. Kiedy po trzech kwadransach oczekiwania, autobus nie nadjeżdżał, zaczęłyśmy się obawiać, iż to, co mówił nam stojący na przystanku pan, chyba jest prawdą: następny kurs na lotnisko może być i o północy. Tymczasem późnym wieczorem znajdowałyśmy się w okolicy dworca w Neapolu - cóż tam jest za "folklor" nawet nie podejmuję się opisać... Na wszelki wypadek przestałyśmy cokolwiek rozumieć po włosku i angielsku. Beata próbując zasięgnąć informacji, przestraszyła jakąś wsiadającą do auta panią. Kiedy uświadomiłyśmy sobie, że według rozkładu zostają nam jeszcze tylko dwa autobusy, którymi możemy się na lotnisko dostać, wzrosła częstotliwość sprawdzania godziny. Autobus nadjechał, kiedy już prawie straciłyśmy nadzieję. Kierowca nie chciał ruszyć, dopóki obydwie nie skasowałyśmy biletów. Byłyśmy jedynymi pasażerkami, zaś lotnisko w Neapolu wydawało nam się miejscem powrotu do cywilizacji...

środa, 14 sierpnia 2013

Trzeci dzień zwiedzania Rzymu w obrazkach...

Rzym 2013_99

Rzym 2013_100

Rzym 2013_101

Rzym 2013_102

Rzym 2013_103

Rzym 2013_104

Rzym 2013_105

Rzym 2013_106

Rzym 2013_107

Rzym 2013_108

Rzym 2013_111

Rzym 2013_112

Rzym 2013_113

Rzym 2013_126

Rzym 2013_125

Rzym 2013_110

Rzym 2013_127

Rzym 2013_114

Rzym 2013_128

Rzym 2013_129

w plecaku turysty

Rzym 2013_116

Rzym 2013_115

Rzym 2013_117

Rzym 2013_118

Rzym 2013_119

Rzym 2013_120

Rzym 2013_121

Rzym 2013_122

Rzym 2013_124

Rzym 2013_133

Rzym 2013_134

Rzym 2013_135

Rzym 2013_123

Rzym 2013_139

Rzym 2013_136

Rzym 2013_131

Rzym 2013_141

Rzym 2013_140

Rzym 2013_137

Rzym 2013_145

Rzym 2013_148

Rzym 2013_149

Rzym 2013_143

Rzym 2013_146

Rzym 2013_138

Rzym 2013_147

Rzym 2013_132

Rzym 2013_130

Do wspomnień z tego dnia zapisać można przede wszystkim zwiedzanie Katakumb Św. Kaliksta z polską grupą językową. Sama w tym nie uczestniczyłam, w katakumbach tych byłam już bowiem kilkakrotnie, natomiast Pastelka Kraban i Beata najpierw długo czekały na zorganizowanie się owej grupy, a kiedy to wreszcie się stało, wszyscy wlepili oczy w starszego pana przewodnika w oczekiwaniu co powie. Pan zapytał czy wolą słuchać objaśnień w języku angielskim czy włoskim, co było pytaniem jak najbardziej na miejscu, skoro specjalnie utworzono grupę polską (angielsko i włoskojęzyczne już dawno wyruszyły na zwiedzanie). Dowiedziawszy się, że objaśnienia wolą po polsku, pan przewodnik włączył magnetofon... Po polsku umiał powiedzieć tylko dzień dobry. Pastelka Kraban przyznała, że przynajmniej wiedział jednak kiedy co powinno z głośnika płynąć, nie zrażał się tym, że magnetofon się zacinał, a czasem nawet występował z inicjatywą, wskazując po kilka razy jakieś postacie i wymieniając ich imiona. Podobno najśmieszniejszym momentem było to jak wysłuchali potoku słów przewodniczki grupy niemieckiej, po czym sami stanęli w tym samym miejscu w ciszy, bo magnetofon akurat umilkł...

wtorek, 13 sierpnia 2013

Dzisiaj będzie przerwa w relacji z wyprawy do Włoch. Pokażę zdjęcia dzbanków ukończonych jeszcze przed wyjazdem, a wypranych i wyprasowanych w ostatnią sobotę. W sesji udział wzięło serduszko zakupione w Rzymie - następne do kolekcji :-)

dzbanek_32

dzbanek_33

dzbanek_28

dzbanek_34

dzbanek_27

dzbanek_35

dzbanek_26

dzbanek_36

serduszko_01

dzbanek_31

dzbanek_30

dzbanek_37

serduszko_02

Rozpoczęłam kolejny nowy haft

obrazek_01

Upiekłam sernik z budyniem

sernik_08

sernik_04

sernik_06

sernik_07

sernik_05

Zeszłotygodniowe upały "osłabiły" nawet świeczkę...

swieczka_03

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Dzień drugi zwiedzania Rzymu był równie wyczerpujący jak pierwszy, a upał chyba jeszcze większy. Po wycieczce na Zatybrze pojechałyśmy nad morze i przypadkowo wzięły tym samym udział w wydarzeniach z życia publicznego. Otóż w pociągu do Ostii, który temperaturą wewnątrz mógł konkurować z pociągiem z Neapolu do Rzymu, tyle że był o wiele brzydszy, kiedy część pasażerów już wysiadła, a reszta marzyła o tym, by wysiąść, na podłodze rozłożył sobie ręczniczek jakiś pan. Usadowiwszy się, wyjął aparat i skierowawszy obiektyw na swoją twarz, zaczął przemawiać. Głos miał radiowy i najprawdopodobniej nagrywał jakiś reportaż albo apel do władz Rzymu. Wielokrotnie powtarzało się sformułowanie, że pociąg do Ostii to skandal pod otwartym niebem. Kiedy wysiadałyśmy na jednej ze stacji, zostałyśmy sfilmowane jako półżywe pasażerki, ofiary okropnych warunków panujących w pociągu. Po całodziennym bieganiu po Rzymie najprawdopodobniej tak właśnie wyglądałyśmy. Kąpiel w morzu pomogła tylko na chwilę, ale ponownego przyjazdu nad morze odechciało nam się po podróży powrotnej - w pociągu jeszcze gorszym niż tym, którym przyjechałyśmy. 

Rzym 2013_82

Rzym 2013_56

Rzym 2013_57

Rzym 2013_79

Rzym 2013_58

Rzym 2013_59

Rzym 2013_60

Rzym 2013_74

Rzym 2013_78

Rzym 2013_75

Rzym 2013_80

Rzym 2013_81

Rzym 2013_61

Rzym 2013_62

Rzym 2013_63

Rzym 2013_64

Rzym 2013_65

Rzym 2013_66

Rzym 2013_67

Rzym 2013_68

Rzym 2013_69

Rzym 2013_70

Rzym 2013_71

Rzym 2013_72

Rzym 2013_83

Rzym 2013_73

Rzym 2013_74

Rzym 2013_84

Rzym 2013_90

Rzym 2013_85

Rzym 2013_88

Rzym 2013_86

Rzym 2013_89

Rzym 2013_91

Rzym 2013_92

Rzym 2013_93

Rzym 2013_94

Rzym 2013_96

lody_01

Rzym 2013_97

Rzym 2013_98

Rzym 2013_95

niedziela, 11 sierpnia 2013

Dzisiaj będzie bardzo obrazkowo.

Pora na Rzym...

Rzym 2013_08

Rzym 2013_55

Temperaturę do zwiedzania miałyśmy całkiem przyjemną...

Rzym 2013_19

Fala upałów przetoczyła się wtedy również przez Polskę, a kiedy rozsądni ludzie chronili się w cieniu, my zaaferowane biegałyśmy po Wiecznym Mieście, zaś trasę naszą wytyczały nie tyle zabytki, ile kraniki, z których można było zaczerpnąć zimnej wody...

Rzym 2013_01

Rzym 2013_02

Rzym 2013_03

Rzym 2013_04

Rzym 2013_05

Rzym 2013_07

Rzym 2013_09

Rzym 2013_06

Rzym 2013_22

Rzym 2013_24

Rzym 2013_25

Rzym 2013_26

Rzym 2013_10

Rzym 2013_11

Rzym 2013_12

Rzym 2013_16

Rzym 2013_15

Rzym 2013_13

Rzym 2013_14

Rzym 2013_17

Rzym 2013_18

Rzym 2013_23

Rzym 2013_20

Rzym 2013_21

Rzym 2013_41

Rzym 2013_37

Jakby nam było mało ruchu, wejście na kopułę Bazyliki Św. Piotra wybrałyśmy w wersji 551 schodków...

Rzym 2013_27

Rzym 2013_31

Rzym 2013_34

Rzym 2013_28

Rzym 2013_29

Rzym 2013_32

Rzym 2013_30

Rzym 2013_33

Rzym 2013_35

Rzym 2013_36

Rzym 2013_40

Rzym 2013_42

Rzym 2013_43

Rzym 2013_44

Rzym 2013_45

Rzym 2013_46

Rzym 2013_47

Rzym 2013_48

Rzym 2013_49

Rzym 2013_53

Rzym 2013_51

Rzym 2013_54

Rzym 2013_52

Rzym 2013_50

sobota, 10 sierpnia 2013

Po pozwiedzaniu Neapolu wróciłyśmy na dworzec kolejowy, odebrały bagaże z przechowalni i odnalazły peron, z którego odjechać miał pociąg do Rzymu. Pociąg był pełen podróżnych, jednak udało nam się jeszcze znaleźć trzy wolne miejsca do siedzenia. Z każdą chwilą ludzi przybywało i robiło się coraz bardziej gorąco. Wszyscy marzyli już chyba tylko o tym, by pociąg wreszcie ruszył i by zrobił się jakiś przewiew. I wtedy objawił się nam kierownik pociągu (nawiasem mówiąc po raz pierwszy i ostatni widziany w czasie naszych dość licznych podróży) z jakimś przyrządem w ręce, którym zamykał okna tak, że otworzyć ponownie już ich się nie dało. Na protesty odpowiadał, że na w pociągu są trzy tysiące ludzi i wszyscy możemy się podusić. Prawdopodobnie owym zamykaniem okien zamierzał nam to ułatwić... Gdyby przynajmniej zaryglował wszystkie okna, pomyślałabym, że włączona zostanie klimatyzacja, jednak że niektóre pozostały otwarte, myśl przyświecająca kierownikowi do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką... Na parę minut przed odjazdem pociągu uświadomiłam sobie, że chociaż bilet na przejazd został kupiony, to jednak go nie skasowałyśmy... Czyli pojedziemy bez biletu. Pognałam do kasownika, umieszczonego przy wejściu na peron. Przy kasowniku trwała dyskusja dotycząca tego, że wybija on błędną godzinę (nasz miał być ważny przez 6 godzin od skasowania). Kiedy skasowałam swój, wszyscy inni poszli za moim przykładem, a później biegli za mną do pociągu. Wskoczyłam przez najbliższe otwarte drzwi i przedzierałam następnie przez zatłoczony pociąg. Na mój widok Pastelka Kraban i Beata odetchnęły z ulgą, miały już bowiem wizję tego, że odjadą do Rzymu bez biletu za to z moją walizką i torbą...

Dzięki dwóm otwartym oknom dojechaliśmy w miarę żywe. W czasie podróży opowiadałam jak to Rzym różni się od Neapolu, nie przypuszczając nawet, że jeszcze tego dnia dane nam będzie doświadczyć jak bardzo. Pierwsza scena rodzajowa miała miejsce już na dworcu Termini. Czekałyśmy na Beatę, kiedy przechodząca obok nas starsza pani upadła i wyglądało to bardzo groźnie. Od razu zaczęła krzyczeć na idącego przed nią mężczyznę, że podciął jej nogi swoją walizką, on tłumaczył jej, że skoro szła za nim, to sama na jego walizkę weszła. Próbował ją podnieść, jednak starsza pani postanowiła leżeć i wrzeszczeć. W momencie zgromadziła się wokół grupka ludzi różnych narodowości i wzięła czynny udział w stawianiu babci na nogi i jej uspokajaniu. Niebawem pojawił się ktoś z ochrony dworca i wówczas starsza pani przestała zgłaszać jakiekolwiek pretensje, dała się przeprosić i na koniec obdarzyła pana z walizką uśmiechem. Rozeszli się w zgodzie.

Jeszcze we Wrocławiu opracowałam dojazd do naszego campingu i był to etap drogi, którego najbardziej się obawiałam, głównie z powodu przewozu bagaży w popołudniowym szczycie. Do metra jakoś się zapakowałyśmy, na Cornelii właściwy przystanek autobusowy znalazły. Po pewnym czasie nadjechał zatłoczony autobus, wsiadłyśmy środkowymi drzwiami i natknęły na stojący tam wózek dziecięcy i grupkę osób wokół. Popychane przez współpasażerów znalazłyśmy się w różnych miejscach. W najgorszej sytuacji była Beata stojąca ze swą wielką walizką przy drzwiach, przez co musiała się mocno zapierać, by na kolejnych przystankach jej nie wysadzono... Ja z kolei musiałam bardzo uważać, by nie usadzono mnie w tym wózku z dzieckiem. Pastelkę Kraban w ogóle straciłyśmy z oczu, a niebawem okazało się, że znalazła się ona w centrum awantury, z jaką nigdy przez ponad dwa i pół roku mieszkania w Rzymie się nie zetknęłam. Nie wiem czego dotyczyła, bo usłyszałam tylko, że ktoś zarzuca komuś, że skretyniał przed wejściem do autobusu. W tym momencie jakaś pani zaczęła krzyczeć na Beatę, a na ową panią wydzierał się jakiś pan. Następnie rozległ się histeryczny płacz dziecka siedzącego w wózku, zaraz potem dołączyło do niego inne dziecko. Mężczyźni przy których znalazła się Pastelka Kraban brali się już do bicia, na szczęście zaczęli wstawać inni podróżni i ich uspokoili. Jakaś dziewczyna piszczała i płakała, a że akurat dojechaliśmy do przystanku, część osób ruszyła do drzwi, omal nie przewracając Beaty. Beata dzielnie utrzymała się na nogach, utrzymała torbę i walizkę, po czym wyjrzała zza czyichś pleców i zawołała do mnie: "Ale Meksyk!". Rzym rzeczywiście różnił się od Neapolu, jednak w zupełnie inny sposób niż opowiadałam... Beata zachęciła jakąś panią, by postawiła torbę na jej walizce i odtąd zyskała sprzymierzeńca w obronie walizki na kolejnych przystankach. Pani podróżowała z córką i synem, a całej trójce najwyraźniej było głupio za sceny, których byłyśmy świadkami. Dziewczyna zagadała do nas po angielsku, kiedy natomiast chciałam dowiedzieć się czy orientują się gdzie powinnyśmy wysiąść, zapytała, czy jesteśmy Włoszkami. Okazało się, że wysiadają tam gdzie my. Upewniłam się, że innego dogodnego dojazdu do naszego campingu nie ma, będziemy skazane na ten wesoły autobus...

 

Jako, że dawno nie było hafciarskich wstawek, dzisiaj drugi z dzbanków...

dzbanek_20

dzbanek_21

dzbanek_22

dzbanek_23

dzbanek_24

dzbanek_25

 
1 , 2