Zakładki:
Blog Izy
Blog Pastelki Kraban
Blogi robótkowe
Blogi robótkowe włoskie
Blogi robótkowe zagraniczne
Przydatne
Strony Przyjaciół i Znajomych
Tu kupuję
Zaglądam, czytam, odwiedzam
Żeglowanie
free counters
RSS
poniedziałek, 31 października 2011

Nie pokazywałam jeszcze hafciku w kolorach jesieni...

serce_11

Hafcik umieszczony został w ozdobionej przeze mnie ramce, mającej z tyłu magnes, i udał się następnie za ocean, by tam ostatecznie trafić na lodówkę :-)

serce_12

Dzisiaj po raz pierwszy od przygody w Książu wybrałam się na dłuższy spacer. Tygodniowe zwolnienie lekarskie pozwoliło nodze odpocząć i chociaż krwiak jest nadal, to jednak noga w czasie chodzenia nie szwankowała. Na wycieczkę udałam się w towarzystwie Pastelki Kraban i pewnego uśmiechniętego aniołka, który pieczołowicie owinięty w ściereczkę noszony był w torebce, a wyłaniał się, by zapozować do fotografii. Wrocławska jesień jest urzekająca, a dzisiaj nadrobiłyśmy zdjęciowe braki z Książa...

jesien 2011_06

jesien 2011_07

jesien 2011_08

jesien 2011_09

jesien 2011_10

jesien 2011_11

jesien 2011_12

jesien 2011_13

jesien 2011_14

jesien 2011_15

jesien 2011_16

poniedziałek, 24 października 2011

Od kilku lat bardzo chciałam wybrać się na zamek w Książu, znany mi dotąd jedynie z pocztówki, zaś szczytem marzeń wydawało mi się zobaczyć ów zamek jesienią... Chęć na wycieczkę zgłosiła Pastelka Kraban, natomiast Korniszon został zwerbowany później i z większym trudem ;-). Wybraliśmy się samochodem,  po drodze mgła, która była we Wrocławiu, zaczynała się rozrzedzać, a w Książu czekało na nas słońce i prawdziwa złota polska jesień. Natychmiast zapomniałam o niewyspaniu spowodowanym trwającą do szóstej rano imprezą u sąsiadów, i obie z Pastelką Kraban od razu pobiegłyśmy robić zdjęcia. Korniszon dzielnie zapozował do kilku, po czym wszyscy razem poszliśmy w kierunku punktu widokowego, gdyż koniecznie chciałam zobaczyć zamek z odległości, zanim zacznę go zwiedzać.

Zdjęcia z drogi do punktu widokowego

jesien 2011_01

jesien 2011_02

jesien 2011_03

jesien 2011_04

jesien 2011_05

Pobłądziliśmy trochę i zamiast do punktu widokowego dotarliśmy na parking, wreszcie jednak wśród drzew można było dostrzec fragmenty zamku. Trzeba było zejść trochę niżej. Nie wiem jak to zrobiłam, skoro patrzyłam pod nogi, potknęłam się jednak o korzeń i upadłam, robiąc dziurę w rękawie nowej kurtki (ubranej po raz pierwszy), raniąc lewą dłoń i uderzając o ziemię aparatem fotograficznym. Bólu w lewej nodze początkowo nie czułam, ale okazało się, że nie mogę wstać. Korniszon, robiący specjalizację z ortopedii, natychmiast tą nogą się zajął i po chwili orzekł, że prawdopodobnie jest złamana... Zarówno ja, jak i Pastelka Kraban, doskonale wyczuwałyśmy palcami to, na co on od razu zwrócił uwagę: twarda kość, miękka przerwa, znów twarda kość. Zostałam przestawiona na pobliską ławeczkę, a Korniszon oznajmił, że trzeba wezwać pogotowie. Nowe spodnie, również tego dnia po raz pierwszy ubrane, nie były dziurawe, ale noga bolała dość mocno, no i oczywiście wolałam posłuchać Korniszona, niż próbować wstawać i gdyby okazało się, że noga faktycznie jest złamana, sprawę dodatkowo komplikować. Korniszon po fachowym opisaniu urazu  (pani z pogotowia nie miała żadnych pytań) poszedł, by pomóc zespołowi karetki dotrzeć na miejsce, a ja zostałam z Pastelką Kraban, która podnosiła mnie na duchu i na moją prośbę poszła zrobić zdjęcie z punktu widokowego, bym chociaż tak mogła zobaczyć ten zamek... Jako, że od ponad dwóch i pół roku słucham opowieści o ortopedycznych operacjach, obudziło się we mnie mgliste wspomnienie tego, że przy złamaniu podudzia do gipsu pakuje się caluteńką nogę. Korniszon, który zadzwonił zapytać jak się czuję, nie tylko to potwierdził, ale dopowiedział, że nogę pakuje się w gips na 10 tygodni. Do tego istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie trzeba wstawić gwóźdź (wymienił jaki) i to najlepiej od razu tutaj, w Wałbrzychu... Tak oto "optymistycznie" nastawiona oczekiwałam przyjazdu karetki. Zamiast zwiedzać zamek i robić zdjęcia jesieni, byłam niesiona przez las przez zespół medyczny oraz Korniszona i Pastelkę Kraban, a następnie odjechałam, by w wałbrzyskim szpitalu zrobiono mi zdjęcia rentgenowskie. No i nie zobaczyłam zamku! Korniszon z Pastelką Kraban jechali za karetką i nie tylko mi towarzyszyli, ale jeszcze zdążyli uzgodnić przewiezienie mnie na ewentualną operację do Wrocławia oraz zakupowo-sprzątaniowe dyżury. Korniszon ponadto wprowadził Pastelkę Kraban w zarys zagadnień z zakresu złamań podudzi, ja tymczasem aż dwa razy jeździłam do rentgena, bo początkowo nie zrobiono mi wszystkich potrzebnych zdjęć. Korniszon przedstawił na SOR-ze i zaproszono go na oglądanie tych zdjęć. Okazało się, że noga nie jest złamana, a to miękkie jest krwiakiem. Dostałam jeszcze zastrzyk przeciwtężcowy i radośnie opuściliśmy wałbrzyski szpital. Tak właśnie zakończyła się upragniona wycieczka... Ale co tam zamek, gdy ma się takich Przyjaciół... Korniszonku i Pastelko Kraban, dziękuję Wam za opiekę, wsparcie i w ogóle za wszystko :-)

Zdjęcie, które z punktu widokowego zrobiła Pastelka Kraban

Ksiaz

A z hafciarskiego świata - zdjęcie kartki, która wysłana została na rocznicę ślubu

kartka 2011_12

czwartek, 20 października 2011

Niedawno odebrałam w pracy taki oto telefon:

-Ja dzwonię w sprawie zamiataczy!

-W sprawie czego...?

-Miotełek!!!

Miotełki przydadzą się, owszem :-)

 

Pogawędka ta jednak i tak nie "przebije" telefonów w stylu:

-Bo ja już tutaj kiedyś dzwoniłem i z kimś rozmawiałem...

-A z kim?

-Żebym to wiedział...

-A o czym pan rozmawiał?

-Nie pamiętam. Ale proszę mnie z tą osobą połączyć!

 

Nie wiem jeszcze, czy moja -wysłana w zeszłym tygodniu- przesyłka z Kawowej Wymianki dotarła do Adresatki, więc wstrzymam się jeszcze z pokazaniem co przygotowałam. Zamiast tego będzie więc dzisiaj urodzinowa kartka...

kartka 2011_11

...i zakupowy hafcik

zakupy_02

Kolejne wrześniowe zdjęcia

dzialka 2011_23

dzialka 2011_24

dzialka 2011_25

dzialka 2011_26

dzialka 2011_27

wrzesien 2011_01

dzialka 2011_28

wrzesien 2011_02

wrzesien 2011_03

dzialka 2011_29

dzialka 2011_30

poniedziałek, 17 października 2011

Minął kolejny tydzień pod znakiem remontu w mieszkaniu Korniszona. Wydawało się, że koniec już tuż tuż i pozostaje już tylko zakupić parę wykończeniowych rzeczy, a w kuchni popłynie wreszcie od dwóch miesięcy oczekiwana tam woda... Meble kuchenne robione były na wymiar, zamontowane już dość dawno temu, ale od samego początku był cyrk ze zlewem. Najpierw zakupiony został zbyt duży, a później okazało się, że z kupnem mniejszego będą problemy, bo nawet mikroskopijne zlewiki nie dawały się wcisnąć pomiędzy ścianę a zmywarkę. Zlew został w końcu kupiony przez internet bezpośrednio u producenta, który wywiercił przelew w innym niż zazwyczaj miejscu, co zaoszczędziło kilka brakujących centymetrów. Później było oczekiwanie na przycięcie blatu, a następnie chyba miesięczne oczekiwanie na ponowny przyjazd stolarza w celu naprawienia szafki ze zlewem i zmywarką, która się rozchwiała i zrobiła się krzywa, przez co zmywarka nie dawała się otwierać. Doczekawszy chwili kiedy wszystkie meble kuchenne znalazły się na swoim miejscu, Arkiszon przystąpił do uroczystego podłączania zlewu. I wówczas okazało się, że ciśnienie w rurze z zimną wodą jest bardzo słabe. Najprawdopodobniej coś tam się zablokowało. Za tydzień ekipa remontowa, która te rury kładła, przyjedzie najprawdopodobniej rozkuwać ścianę ... Oczywiście kafelki są już położone i wszystko wykończone... Korniszon na wszelki wypadek nie podłącza również łazienkowej umywalki (która też jest po "przejściach" i prawie równie pechowa jak kuchenny zlew), bo być może trzeba będzie kuć i w łazience, jako że to właśnie w tej ścianie biegnie kuchenna rura. Na szczęście Korniszon ma zapas kafelek zarówno z kuchni, jak i łazienki, jednak najbardziej niepokoi nas możliwość...zawalenia się łączącej kuchni i łazienkę ściany...

Jest jednak też i kolorowo, zrobiłam już trochę zdjęć jesieni, a poza tym ukończyłam kilka haftów, między innymi śliniaczek dla Oli

śliniaczek_03

śliniaczek_04

Wyszywanka kuchenna jest na takim etapie

kuchnia_02

Wysłałam kilka kartek...

kartka 2011_09

kartka 2011_10

Wciąż wspominam wrześniową działkę...

dzialka 2011_18

dzialka 2011_18

dzialka 2011_19

dzialka 2011_20

dzialka 2011_21

A na tym zdjęciu kwiatek pociesza płaczący pączek ;-)

dzialka 2011_22

Zapisałam się na Candy u:

http://moj-dom-rozany.blogspot.com/2011/09/i-candy-w-rozanym-domu.html

Candy

http://pracownia-gabrysi.blogspot.com/2011/10/zapraszam-na-moje-pierwsze-candy.html

Candy

czwartek, 13 października 2011

Oprócz kartki dla Oleńki powstała karteczka dla urodzonej dwa dni później Weroniki. Ptak na niej zamieszczony przybył z USA i ma symbolizować bociana... Podobny? :-)

kartka dla Weroniki_01

kartka dla Weroniki_02

Karteczki razem...

kartki

Śliniaczek zamówiłam w internetowym sklepie i gdy rozpakowałam przesyłkę, zastanawiałam się, czy to aby nie dziecięcy ręcznik. Taki duży... Wygląda właściwie jak śliniak dla dorosłego i to jeszcze takiego wyrośniętego... Najważniejsze jednak, że spodobał się rodzicom Weroniki, a jej samej może obecnie posłużyć jako kocyk...

sliniaczek_01

sliniaczek_03

sliniaczek_02

kartka dla Weroniki_03

Poniżej kolejne zdjęcia z wrześniowej działki...

dzialka 2011_12

dzialka 2011_13

dzialka 2011_14

dzialka 2011_15

dzialka 2011_16

dzialka 2011_17

Muchomor spotkany w lesie

muchomor_01

Nie był to muchomor-samotnik

muchomor_02

niedziela, 09 października 2011

Zniknęło mi się ostatnio na trochę... Różne były tego powody, a najważniejszym to, że miałam problemy z umieszczeniem wpisu, z wklejeniem zdjęcia nawet, bo internet stale mi się zawieszał. Teraz na szczęście jakoś przestał i mam nadzieję, że tak już pozostanie. Moje internetowe przeboje są jednak niczym z przygodami Korniszona, który podpisał umowę o podłączenie do internetu swojego nowego mieszkania, zakupując równocześnie niezbędny sprzęt, i następnie czekał na przyjazd pana, który przyłączenia miał dokonać. Czekał długo, cierpliwie i bezskutecznie. Po kilku telefonach otrzymał beztroską wiadomość, że ów pan o nim po prostu zapomniał, ale przyjedzie nazajutrz w bliżej nieokreślonych godzinach. Nie przyjechał jednak ani w godzinach nieokreślonych, ani w ogóle w żadnych, ponieważ okazało się, że mieszkania Arka wybrana przez niego firma nie może podłączyć, bo... nie ma tam kabli. Arkiszon ("zachwycony" oczywiście) udać się musiał ponownie do siedziby celem zwrócenia zakupionego sprzętu oraz rozwiązania umowy, co wcale nie przyszło mu z łatwością, gdyż sprzedawca argumentował, że być może za dwa lub trzy lata kable tam już będą. Najwyraźniej oczekiwano, że Arkiszon powinien wytrwale na to oczekiwać, płacąc oczywiście przez cały czas za dostęp do internetu. Szkoda, że nie chcieli go jeszcze obciążać kosztami tego ewentualnego podłączenia w przyszłości, albo nawet kosztami położenia kabli w całej dzielnicy...

Mam bardzo dużo do opowiedzenia i sporo nowych zdjęć do pokazania. Na początek kartka dla Oleńki

kartka dla Olenki_01

kartka dla Olenki_02

kartka dla Olenki_03

Zrobiłam ostatnio taki magnesik ze zdjęcia z haftem

magnesik_01

Ozdobiłam też ramkę

jablko_01

Poniżej zdjęcia z działki, na której ponad dwa tygodnie temu wypoczywałam

dzialka 2011_07

dzialka 2011_08

dzialka 2011_09

jarzebina 2011_01

brzoza 2011_01

dzialka 2011_10

motyl 2011_01

dzialka 2011_11