Zakładki:
Blog Izy
Blog Pastelki Kraban
Blogi robótkowe
Blogi robótkowe włoskie
Blogi robótkowe zagraniczne
Przydatne
Strony Przyjaciół i Znajomych
Tu kupuję
Zaglądam, czytam, odwiedzam
Żeglowanie
free counters
RSS
środa, 31 października 2012

Na pożegnanie października jeszcze trochę zdjęć :-)...

jesien 2012_200

jesien 2012_180

Festiwal Dyni 2012_70

jesien 2012_191

Festiwal Dyni 2012_74

jesien 2012_179

jesien 2012_201

jesien 2012_177

jesien 2012_197

Festiwal Dyni 2012_75

jesien 2012_190

 

Festiwal Dyni 2012_71

jesien 2012_189

Festiwal Dyni 2012_76

jesien 2012_170

jesien 2012_164

ptaki_01

jesien 2012_202

jesien 2012_206

jesien 2012_192

jesien 2012_210

jesien 2012_184

jesien 2012_207

jesien 2012_178

jesien 2012_203

jesien 2012_174

jesien 2012_211

Festiwal Dyni 2012_72

jesien 2012_196

jesien 2012_195

jesien 2012_209

Festiwal Dyni 2012_68

jesien 2012_186

Festiwal Dyni 2012_73

jesien 2012_199

jesien 2012_194

jesien 2012_212

jesien 2012_193

jesien 2012_188

jesien 2012_198

jesien 2012_213

Festiwal Dyni 2012_69

jesien 2012_185

jesien 2012_182

jesien 2012_171

jesien 2012_168

jesien 2012_165

jesien 2012_166

jesien 2012_167

jesien 2012_205

jesien 2012_169

jesien 2012_204

jesien 2012_173

ptaki_02

jesien 2012_183

Tagi: Wrocław
23:55, zyrafowo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2012

Od dwóch dni jestem na malince i miodzie, z toną chusteczek w bezpośredniej bliskości... Przesiaduję pod kocem, kicham, wyszywam i przeglądam zdjęcia...

Oto jesień w różnych wydaniach, ciasteczka oraz tematycznie dopasowane kartki :-)

jesien 2012_147

jesien 2012_134

jesien 2012_133

jesien 2012_161

jesien 2012_153

jesien 2012_144

jesien 2012_138

kartka_67

ciasteczkowo_03

jesien 2012_143

jesien 2012_150

jesien 2012_162

jesien 2012_135

ciasteczkowo_04

kartka_68

jesien 2012_155

jesien 2012_151

jesien 2012_148

jesien 2012_145

jesien 2012_156

jesien 2012_136

jesien 2012_152

ciasteczkowo_05

 jesien 2012_163

jesien 2012_137

ciasteczkowo_06

jesien 2012_149

jesien 2012_146

jesien 2012_154

jesien 2012_139

jesien 2012_140

jesien 2012_141

jesien 2012_142

sobota, 27 października 2012

W prezencie powstała zawieszka z ważnym przesłaniem...

zawieszka_01

zawieszka_02

Przesłanie wzięłam sobie do serca i wczoraj upiekłam babeczki z nadzieniem czekoladowo-bananowym, z których część załapała się na zdjęcia

ciasteczkowo_01

ciasteczkowo_02

Są już również początki świątecznego piernika...

pierniczek_01

I także początki zimy.

Jeszcze tydzień temu wyglądało to tak:

jesien 2012_131

Dzisiaj wspomnieniem obfitości liści na drzewie był żółty chodnik i trawnik

jesien 2012_130

Wkrótce zarówno trawnik, jak i chodnik zmieniły kolor z żółtego na biały, ja zaś popędziłam z aparatem robić zdjęcia...

jesien 2012_132

jesien 2012_114

jesien 2012_123

jesien 2012_119

jesien 2012_115

jesien 2012_116

jesien 2012_127

jesien 2012_128

jesien 2012_129

jesien 2012_120

jesien 2012_117

jesien 2012_122

jesien 2012_118

jesien 2012_121

jesien 2012_124

jesien 2012_126

jesien 2012_125

czwartek, 25 października 2012

Oto kolejna porcja zdjęć z Dolnośląskiego Festiwalu Dyni...

Festiwal Dyni 2012_36

Była tam nawet dyniowa fontanna

Festiwal Dyni 2012_66

Festiwal Dyni 2012_43

Festiwal Dyni 2012_37

jesien 2012_110

Festiwal Dyni 2012_56

 Festiwal Dyni 2012_57

Festiwal Dyni 2012_33

jesien 2012_111

Festiwal Dyni 2012_39

Festiwal Dyni 2012_46

Festiwal Dyni 2012_45

jesien 2012_112

Festiwal Dyni 2012_58

Festiwal Dyni 2012_47

Festiwal Dyni 2012_48

Festiwal Dyni 2012_49

Festiwal Dyni 2012_50

Festiwal Dyni 2012_34

Festiwal Dyni 2012_59

jesien 2012_113

Festiwal Dyni 2012_35

Festiwal Dyni 2012_40

Festiwal Dyni 2012_60

Festiwal Dyni 2012_52

Festiwal Dyni 2012_53

Festiwal Dyni 2012_54

Festiwal Dyni 2012_61

Festiwal Dyni 2012_55

jesien 2012_109

Festiwal Dyni 2012_51

Festiwal Dyni 2012_62

Festiwal Dyni 2012_44

Festiwal Dyni 2012_41

Festiwal Dyni 2012_42

Festiwal Dyni 2012_32

Festiwal Dyni 2012_31

Karteczka przygotowana na urodziny...

kartka_64

kartka_65

kartka_66

wtorek, 23 października 2012

Kolorowo, obrusowo i spacerowo... Na obrusie głogi, które tak bardzo lubię, a w tym roku "na żywo" nie sfotografowałam żadnego. 

Szkoda, że zdjęcia nie oddają w pełni barw i świateł październikowej jesieni, jej szelestu i uroku...

jesien 2012_52

jesien 2012_41

jesien 2012_54

jesienny obrus_06

jesien 2012_65

jesienny obrus_07

jesien 2012_55

jesien 2012_61

jesien 2012_62

jesienny obrus_08

jesien 2012_64

jesien 2012_47

jesien 2012_56

jesienny obrus_09

jesien 2012_57

jesien 2012_45

jesien 2012_46

jesienny obrus_10

jesien 2012_58

jesien 2012_59

jesienny obrus_11

jesien 2012_69

jesien 2012_60

jesien 2012_42

jesien 2012_43

jesien 2012_44

jesien 2012_48

jesien 2012_49

jesien 2012_50

jesien 2012_51

jesienny obrus_12

jesien 2012_68

jesien 2012_53

jesien 2012_67

jesienny obrus_13

jesien 2012_70

jesienny obrus_14

niedziela, 21 października 2012

Ponad cztery lata po rozpoczęciu -jeszcze w Rzymie- wyszywania jesiennego obrusu wczoraj wykończyłam go lamówką, po czym wyprałam, wyprasowałam i obfotografowałam. Dzisiaj jednak wystąpi tylko w "migawkach", bowiem radość z tego, że obrus już na stole, przebiły wrażenia z dzisiejszego spaceru w okolicach Odry.

Do południa pogoda była taka...

jesien 2012_40

Później mgła ustąpiła, a kiedy pokazało się słońce, wyruszyłam na krótki -jak myślałam-  spacer. Spotkałam mnóstwo kolorowych liści. Wszystkie do obejrzenia i sfotografowania. Obejrzałam je więc. I sfotografowałam. Ile tylko mogłam :-). Przemoczyłam buty. Zrobiłam zdjęcia pajęczynom, chociaż boję się pająków. W różnych częściach parku spotkałam kilku fotografów-zapaleńców, których już z daleka można było rozpoznać po dziwnych pozycjach, przybieranych w miejscach, które większość osób mijała obojętnie. Po raz kolejny zachwyciłam się barwami jesieni i jej pomysłami na moje zdjęcia :-). Krótki spacer trwał trzy godziny...

jesien 2012_29

jesien 2012_21

jesien 2012_17

jesien 2012_20

jesien 2012_27

jesien 2012_16

jesien 2012_30

jesien 2012_12

jesienny obrus_01

jesien 2012_22

jesienny obrus_02

jesien 2012_19

jesienny obrus_03

jesien 2012_32

jesien 2012_26

jesien 2012_25

jesienny obrus_04

jesien 2012_24

jesien 2012_18

jesien 2012_13

jesienny obrus_05

jesien 2012_33

jesien 2012_34

jesien 2012_35

jesien 2012_36

jesien 2012_37

jesien 2012_38

jesien 2012_23

jesien  2012_39

jesien 2012_15

Natknęłam się na liść zawieszony na metrowej pajęczej nitce. Wyglądał jakby nic sobie nie robił z prawa grawitacji. Sfotografować było go trudno, bo ruchliwy był bardzo...

jesien 2012_28

jesien 2012_14

jesien 2012_31

jesien 2012_11

sobota, 20 października 2012

W ubiegłą niedzielę wybrałyśmy się z Pastelką Kraban do wrocławskiego Ogrodu Botanicznego, gdzie odbywał się...

Festiwal Dyni 2012_02

Było tam dużo słońca, dużo ludzi i -jak dla mnie- bardzo dużo do sfotografowania, chociaż było to dość trudne z uwagi na to, że na większość zdjęć oprócz dyni załapywała się czyjaś ręka, noga albo nawet cała osoba :-). Odbywały się konkursy na największą, najsmaczniejszą oraz najdziwniejszą dynię. Ten pierwszy moim zdaniem był zorganizowany dość dziwnie, bowiem po wąskiej alejce, którą przechadzały się całe rodziny, bezustannie jeździły wózki z dyniami zawieszonymi na pasach, a wokół tych wózków biegali zaaferowani panowie, krzycząc, żeby wszyscy się odsunęli, bo jak dynia spadnie, to będzie nieszczęście. Mieli całkowitą rację, bowiem dynia-rekordzistka ważyła 416 kilogramów... Tym dziwniejsze wydaje mi się przewożenie takiej dyni wśród tłumu ludzi. Myślę, że o wiele lepiej byłoby gdyby jeszcze przed przybyciem festiwalowych gości ustawiono wszystkie konkursowe okazy do podziwiania i fotografowania. Zamieszanie z przewożeniem dyń trwało przez cały mój pobyt w Ogrodzie Botanicznym i uniemożliwiało ich spokojne oglądanie. Poza tym organizacja festiwalu bardzo mi się podobała i już nie mogę się doczekać następnego, jubileuszowego.

Moim zdjęciowym faworytem jest "Jezioro łabędzie"

Festiwal Dyni 2012_04

Festiwal Dyni 2012_03

Na dłuższy czas obsiadłam z aparatem stoisko z dyniowymi arcydziełami, wśród których były takie przetwory

Festiwal Dyni 2012_07

Oto wagowa rekordzistka

Festiwal Dyni 2012_30

Druga najcięższa była dynia, nazywająca się "Benio". Pan od "Benia", wspierał się o niego, podłożywszy sobie uprzednio gąbeczkę, i udzielał informacji dotyczących swej dyni i zachęcał do sfotografowania się z nią, z czego oczywiście z Pastelką Kraban skorzystałyśmy

Festiwal Dyni 2012_01

Poniżej część zrobionych na festiwalu zdjęć

Festiwal Dyni 2012_05

Festiwal Dyni 2012_06

Festiwal Dyni 2012_11

Festiwal Dyni 2012_23

Festiwal Dyni 2012_08

jesien 2012_09

Festiwal Dyni 2012_12

Festiwal Dyni 2012_13

Festiwal Dyni 2012_29

jesien 2012_10

Festiwal Dyni 2012_28

Festiwal Dyni 2012_18

Festiwal Dyni 2012_14

Festiwal Dyni 2012_16

Festiwal Dyni 2012_15

Festiwal Dyni 2012_24

Festiwal Dyni 2012_25

Festiwal Dyni 2012_19

Festiwal Dyni 2012_26

Festiwal Dyni 2012_20

Festiwal Dyni 2012_21

Festiwal Dyni 2012_22

Festiwal Dyni 2012_09

Festiwal Dyni 2012_17

Festiwal Dyni 2012_10

Festiwal Dyni 2012_27

Na potrzeby wpisu odszukałam jedyny mój chyba haft z motywem dyni...

dynie_01

środa, 17 października 2012

Włoskie wesele zakończyło się dla mnie towarzyskim wypiciem kawy, rozładowaniem baterii w aparacie oraz wejściem w posiadanie wiatraczka. Wiatraczki przeznaczone były dla dzieci, ale dostały się również niektórym dorosłym i nie wiadomo kto właściwie najbardziej się z nich cieszył ;-).  Wspomnień jeszcze koniecznie trzeba rozmowy z Aleksandrą, przyjaciółką Valentiny. Aleksandra była świadkiem, a nie znając drogi do kościoła, do którego wszyscy zmierzaliśmy mocno spóźnieni, zmuszona była pędzić za samochodem Panny Młodej, nie zważając na kolor świateł... W związku z tym zarówno dla niej, jak i dla pasażerek (cioci Valentiny oraz mnie) wielokilometrowa jazda okazała się dość emocjonująca. Bardzo starałyśmy się, by Panna Młoda nie zniknęłam nam z pola widzenia, by po prostu nie była ona uciekająca... :-) Natomiast w drodze z kościoła do miejscowości, gdzie miało być przyjęcie, towarzyszył nam jeszcze tata Valentiny, a nasza czwórka pojechawszy za autem z fioletową kokardką, zagubiła się prawie od razu. Później okazało się, że pobłądzili niemal wszyscy i w rezultacie wyszliśmy jednak na prowadzenie, nawet po zaliczeniu kilkuminutowego oczekiwania za pewnym samochodem, który ustawił się w ogonku, jak się okazało - za zaparkowanymi na jezdni autami. Dopiero po dłuższej chwili kierowca zorientował się, że owe auta stoją puste i raczej nie ma co liczyć, że same odjadą...  Na przyjęciu gawędziłyśmy sobie z Aleksandrą i obie bardzo wylewnie zostałyśmy pożegnane przez jakiegoś pana, a każda z nas podejrzewała, że to jakiś dobry znajomy tej drugiej. Dopiero później okazało się, że żadna z nas nie ma pojęcia kto to był.

Wyjazd był bardzo udany, pełen rozmów, spotkań i przeżyć. Wciąż pozostaję pod wrażeniem perfekcyjnego przygotowania wszystkiego, w tym wielu rzeczy własnoręcznie - jak na przykład woreczków:

slub 2012_40

slub 2012_41

Niedzielny obiad zjedzony w towarzystwie mediolańsko-neapolitańsko-wrocławskim:

slub 2012_42

I oczywiście znów chmurki...

podroz 2012.10_31

podroz 2012.10_32

podroz 2012.10_33

podroz 2012.10_34

podroz 2012.10_35

podroz 2012.10_36

podroz 2012.10_37

podroz 2012.10_38

podroz 2012.10_39

podroz 2012.10_40

podroz 2012.10_41

podroz 2012.10_42

podroz 2012.10_43

podroz 2012.10_44

podroz 2012.10_45

Jadąc do Włoch, udało mi się zejść poniżej dozwolonych piętnastu kilogramów bagażu głównego, wprawdzie tylko 10 deko, ale zawsze... :-) Natomiast w podróży powrotnej miałam nadbagaż, a to w związku z podarowanym mi w prezencie makaronem, kawą oraz siedmioma słoikami dżemów, zrobionych przez rodziców Valentiny. Nie minęły jeszcze dwa tygodnie od powrotu, a ja zjadałam już półtora słoika owych przetworów, rozpoczynając od bananów z rumem - pycha! Na szczęście na lotnisku w Bergamo tym małym nadbagażem nikt się nie zainteresował, nie kazano mi również opowiadać o zawartości słoików, jak to kiedyś w Katowicach stało się udziałem Jadzi, przewożącej kiszone ogórki i bodajże buraczki.

przetwory

dzemy_01

dzemy_02

Przywiozłam dwie gazetki - jedną podarowała mi Valentina, a drugą zakupiłam

gazetka_01

gazetka_02

Na koniec kilka ujęć z jesiennego Wrocławia

jesien 2012_05

jesien 2012_07

jesien 2012_01

jesien 2012_03

jesien 2012_02

jesien 2012_06

jesien 2012_08

Wróbel zastanawiający się czy przysiąść się do Pastelki Kraban i do mnie. Zachęcałyśmy go sernikiem i kawą, ale chyba nie trafiłyśmy w jego upodobania, bo przyjrzał się tylko i poleciał

jesien 2012_04

niedziela, 14 października 2012

W publikowaniu zdjęć najwyraźniej nie nadążam już za wydarzeniami... Jestem dopiero w połowie relacji z wyjazdu do Mediolanu, a dzisiaj z Pastelką Kraban w towarzystwie dwóch aparatów foto udałyśmy się na Dolnośląski Festiwal Dyni, w związku z czym przybyło materiałów na kolejne wpisy... Jednak jako, że niektórzy :-) niecierpliwią się, czekając na włoskie opowieści, pierwszeństwo ma zeszłotygodniowy ślub. Rzymska Kuzynko, napięcia nie buduję celowo, tylko opowiadam wszystko po kolei. Najpierw były chmury, tak skąpane we wschodzącym słońcu, że oglądałam je z nosem przyklejonym do szyby, później przyjazd, spotkania, rozmowy i wreszcie budzik nocą, a dzisiaj będzie wspomnienie tego, co zjadałam :-)... I nie odważę się już tego opisywać, skoro komentują znawcy włoskich wesel... ;-) Niech obrazki opowiedzą o wszystkim...

slub 2012_08

slub 2012_09

slub 2012_10

slub 2012_11

slub 2012_12

slub 2012_13

slub 2012_14

slub 2012_25

slub 2012_15

slub 2012_16

slub 2012_17

slub 2012_18

slub 2012_19

slub 2012_20

slub 2012_21

slub 2012_22

slub 2012_23

slub 2012_24

slub 2012_26

slub 2012_27

slub 2012_28

slub 2012_29

Kiedy zabrałam się za fotografowanie po kolei każdej potrawy, początkowo spotkałam się z uśmiechami... a później prawie wszyscy siedzący ze mną przy stole wyciągnęli swoje aparaty i poszli w moje ślady ;-) Zaś jeden z dwóch profesjonalnych fotografów co jakiś czas podbiegał do mnie, chcąc bym pokazała mu jakie zdjęcie zrobiłam i raz nawet pochwalił pomysł :-) Innym razem natomiast tak mnie wciągnął w rozmowę o bitwie pod Novarą, że krem, na który miałam wielką ochotę, pozostał mi tylko do obejrzenia na zdjęciach właśnie :-)... Było mi jednak bardzo miło, słuchając jak wychwalał strategię polskiego dowódcy w owej bitwie, łatwiej było mi jednak zrozumieć włoskie słowa niż polskie nazwisko wychwalanego generała, a za nic nie mogłam go sobie przypomnieć...

slub 2012_30

slub 2012_31

slub 2012_32

slub 2012_33

slub 2012_34

slub 2012_35

slub 2012_36

slub 2012_37

slub 2012_39

Wysłane niegdyś Valentinie motylki kolorystyką nawiązują do wpisu :-)

motyl_01

motyl_02

motyl_03

motyl_04

sobota, 13 października 2012

Dzisiaj druga część ślubnego prezentu - jak zwykle w wielu odsłonach...

My kitchen_02

My kitchen_03

My kitchen_04

My kitchen_05

My kitchen_06

My kitchen_07

My kitchen_08

My kitchen_09

My kitchen_10

My kitchen_11

My kitchen_12

My kitchen_13

My kitchen_14

My kitchen_15

My kitchen_16

My kitchen_17

My kitchen_18

My kitchen_19

My kitchen_20

My kitchen_21

My kitchen_22

Valentinie najbardziej spodobała się obecność kota oraz motyli :-)

W zeszły piątek po przybyciu do Mediolanu wzięłam udział w ostatnich przygotowaniach, między innymi w odbiorze sukni ślubnej od krawcowej oraz w wieczornym szykowaniu torebeczek z ryżem, którym nazajutrz mieliśmy obsypywać Nowożeńców. Owe torebki wprawdzie zapomniane zostały w domu, ale za to przy przesypywaniu ryżu udział wzięli wszyscy goście zgromadzeni na kolacji w domu Panny Młodej i było bardzo wesoło. Przyjechała rodzina z Neapolu, a dla mnie było to pierwsze zetknięcie z tamtejszym dialektem, który podobno uznawany jest nawet za osobny język.

Wszystkie związane ze ślubem rzeczy miały kolor biały bądź fioletowy i były perfekcyjnie przygotowane. Poniżej serwetki i cukiereczki, które dostałam od Valentiny, by podzielić się z przyjaciółmi

slub 2012_01

W nocy spałam w jednym pokoju z Valentiną. Z opowieści jej rodziców wiem, że o godzinie czwartej piętnaście cały dom został postawiony na nogi przez budzik dzwoniący w telefonie. Po piątej serii tegoż dzwonienia, Panna Młoda wstała i odszukawszy moją komórkę, wyłączyła ją. Nie spał już wtedy nikt, za wyjątkiem mnie, której ten telefon ryczał tuż nad uchem... W ogóle nic bym o tym zdarzeniu nie wiedziała, gdyby nie to, że następnego wieczoru poproszono mnie, bym wyłączyła budzik. Uparłam się, że już to zrobiłam... jednak czyj telefon mógł alarmować o takiej porze... przecież w piątek właśnie wtedy wstawałam na samolot. Rzeczywiście - okazało się, że myśląc, iż wyłączam budzik, wyłączyłam po prostu telefon i gdyby nie opowieść o nocnych pobudkach, w niedzielę sytuacja by się powtórzyła, a na to, żeby komórkę wyłączyła Valentina, nie można już by było liczyć...

Tak w sobotni poranek wyglądał stół przyszykowany dla gości, którzy zechcieliby wpaść do domu złożyć życzenia

slub 2012_02

slub 2012_03

slub 2012_04

slub 2012_05

Przed wejściem do bloku stały kwiatki

slub 2012_06

Na bramie wywieszono napis

slub 2012_07

Siedemnastoletni kot wykazał brak zainteresowania zarówno dla piątkowych przygotowań, jak i sobotniego zamieszania. Zapozował do kilku zdjęć i powrócił do spania...

Miki

czwartek, 11 października 2012

Po oprawieniu obu -przeznaczonych na prezent ślubny- haftów, okazało się, że obrazek z myszami nie zmieści się do torby, którą zamierzałam wziąć ze sobą jako bagaż podręczny. Następnie przekonałam się, że i do walizki (pierwotnie przeznaczonej na nadanie jako bagaż główny) również nie wejdzie... Jedyną możliwością przewozu prezentu okazało się umieszczenie obrazu w walizce na ukos, ale jako bagaż podręczny zbliżała się ona do "krytycznych" wymiarów i nie byłam tak do końca pewna, czy przez kontrolę przejdzie. Uspokoiłam się dopiero, sprawdziwszy to na lotnisku. Podręczną torbę nadałam jako bagaż główny, a walizkę z racji obrazowej zawartości, piastując ostrożnie, ulokowałam się przy oknie, aby móc robić zdjęcia. Wschód słońca nad górami tak mnie zachwycił, że będzie mu poświęcony cały ten wpis...

Na początek zdjęcie z hali odlotów wrocławskiego lotniska, o tej porze jeszcze bardzo sennego

podroz 2012.10_01

podroz 2012.10_02

podroz 2012.10_03

podroz 2012.10_04

podroz 2012.10_05

podroz 2012.10_06

podroz 2012.10_07

podroz 2012.10_08

podroz 2012.10_09

podroz 2012.10_10

podroz 2012.10_11

podroz 2012.10_12

podroz 2012.10_13

podroz 2012.10_14

podroz 2012.10_15

podroz 2012.10_16

podroz 2012.10_17

podroz 2012.10_18

podroz 2012.10_19

podroz 2012.10_20

podroz 2012.10_21

podroz 2012.10_22

podroz 2012.10_23

podroz 2012.10_24

podroz 2012.10_25podroz 2012.10_26

podroz 2012.10_27

podroz 2012.10_28

podroz 2012.10_29

Po wylądowaniu na lotnisku Orio al Serio w Bergamo

podroz 2012.10_30

Wątku robótkowego zabraknąć nie może, więc pokażę dzisiaj wykonaną na zamówienie ślubną kartkę

kartka slubna_01

kartka slubna_02

poniedziałek, 08 października 2012

Powróciłam dzisiaj z Mediolanu, przywożąc mnóstwo zdjęć i jeszcze więcej wrażeń. Potrzebuję trochę czasu, by je uporządkować, bo po raz pierwszy byłam na włoskim ślubie i weselu :-). W dodatku zjechałam kawał Lombardii i spróbowałam swoich sił w rozmowach w dialekcie neapolitańskim, który znacznie różni się od włoskiego (Annamaria, saluti! :-)

Dzisiaj będzie obrazkowo. Kto dotrwa do końca (lub przemieści się tam), zobaczy jak wyglądał oprawiony obraz, który pojechał jako prezent dla Valentiny i Gianniego

obraz_01

obraz_02

obraz_03

obraz_06

obraz_07

obraz_08

obraz_09

obraz_11

obraz_18

obraz_12

obraz_13

obraz_14

obraz_15

obraz_16

obraz_17

obraz_19

obraz_04

obraz_20

obraz_21

obraz_22

obraz_23

obraz_24

obraz_05

obraz_25

środa, 03 października 2012

Dzisiaj zapowiadana w poprzednim wpisie relacja z nowego umiejscowienia kawowego kota (jak przyjrzymy się uważnie, to zobaczymy, że to pod październikowym aniołem), a także krótka reklama działalności Pastelki Kraban, która ostatnio sama zrobiła deskę do prasowania. I to jaką! Składaną na bok szafki! Zaś po prasowaniu taka deska może służyć jako dodatkowy kuchenny blat lub (ewentualnie, bo nie wiem czy Pastelka Kraban się na to zgodzi) jako miejsce wylegiwania się dwóch prawdziwych kotów. Można tam również wesprzeć łokcie na czas podziwiania obrazka z kawowym kotem...

u Pastelki Kraban_01

Tutaj proszę podziwiać nowatorski pomysł i perfekcyjne wykonanie...

u Pastelki Kraban_02

u Pastelki Kraban_03

Ja nie mogę pochwalić się takimi osiągnięciami technicznymi. Zrobiłam tylko kilka kartek:

kartka_60

kartka_61

kartka_62

kartka_63

Poniżej zapowiedź obrazka, który już w sobotę stanie się ślubnym prezentem...

My kitchen_01

poniedziałek, 01 października 2012

"Herbatka" była już pokazywana, jednak ostatnio została oprawiona i ustawiona do sesji zdjęciowej w jesiennym słońcu...

herbatka_10

herbatka_11

herbatka_12

herbatka_13

herbatka_14

herbatka_15

herbatka_16

Wspomnienia lata...

lato 2012_01

lato 2012_02

lato 2012_03

Niebo sprzed kilku dni

niebo_09

niebo_10

Dziękuję za pochwały dotyczące kawowego kota. W następnym wpisie będzie relacja z miejsca, gdzie odnalazł swe "zakwaterowanie", a zarazem będzie to wpis pod tytułem: "Kobieta potrafi czyli jak samej zrobić deskę do prasowania". Już teraz serdecznie zapraszam...