Zakładki:
Blog Izy
Blog Pastelki Kraban
Blogi robótkowe
Blogi robótkowe włoskie
Blogi robótkowe zagraniczne
Przydatne
Strony Przyjaciół i Znajomych
Tu kupuję
Zaglądam, czytam, odwiedzam
Żeglowanie
free counters
RSS
wtorek, 13 stycznia 2009

Pomysł zaczerpnęłam z blogu Bajdurki hafciarskie, wzornik przydaje się bardzo, chociaż zdołałam umieścić w nim chyba tylko połowę dostępnych mulin i to tylko DMC... 

wzornik 01wzornik 02wzornik 03wzornik 04wzornik 05wzornik 06wzornik 07

poniedziałek, 12 stycznia 2009
Ania i Piotr 01Ania i Piotr 03Ania i Piotr 02Ania i Piotr 04Ania i Piotr 05recznik dla Danusi 01recznik dla Danusi 02recznik dla Danusi 03Dzisiaj oprócz kilku wspomnień wyszywankowych, także jedno z oddania po remoncie (czas temu już dość odległy) jednego z większych placów w moim mieście. Na tym placu powymieniano szyny tramwajowe, trochę go przeorganizowano, postawiono też nowe przystanki. Jednak największą radość -mnie przynajmniej- sprawiał sam fakt, że wreszcie komunikacja miejska zaczęła jeździć swoją trasą. Siedziałam kiedyś w tramwaju, przejeżdżającym przez nowowyremontowany plac, a miejsce przede mną zajęte było przez babcię, trzymającą na kolanach małą wnuczkę. Obie komentowały prawie wszystko wokół, nie szczędziły też uwag na temat placu. "Ach, popatrz, jakie porobili piękne wejścia !"- zachwyciła się babcia na widok schodów prowadzących do podziemnego przejścia, na co dziewczynka zapytała trzeźwo: "A wyjścia też porobili?".
niedziela, 11 stycznia 2009

Komplementu wprawdzie nie usłyszałam osobiście, ale był tak niezwykły, że szkoda by było, gdyby odszedł w zapomnienie. Lat temu kilka Pastelka Kraban -posiadaczka wielkich i pięknych oczu- szła przez park i popełniła nieostrożność spojrzenia na jakiegoś pijanego i mocno zdenerwowanego pana. Osobnik ów przystanął i wrzasnął: "No i co się tak gapisz ty...ty...ty...Wydro Oczata?!". Następnie ruszył przed siebie, oglądając się jednak i powtarzając: "Będzie się Wydra Oczata gapić!". Pastelka Karaban przystanęła, pełna zachwytu i zarazem gotowości, by pobiec za jegomościem i podziękować mu za tak urocze i subtelne słowa. Wydra to przecież takie wspaniałe zwierzę. I jeszcze oczata... :)

Dzisiaj znów prezentacja ręczników.

recznik dla Joli 01recznik dla Joli 02recznik dla Joli 03recznik dla HalinkiMargherita

 

sobota, 10 stycznia 2009

Dzisiaj będzie łazienkowo. Najpierw ręcznik ze zwierzątkami, który wyszedł tak trochę wielkanocnie, a następnie ręcznik dla trzylatka, uwielbiającego koparki. Jedna musiała oczywiście znaleźć się na hafcie, ponadto Michał zażyczył sobie auto i samolot. Na zdjęciu niestety nie widać, że samolot był pocieniowany, ale był...

recznik 01recznik dla Michala 01recznik dla Michala 02recznik dla Michala 03recznik dla Michala 04recznik dla Michala 05recznik dla Michala 06recznik dla Michala 07recznik dla Michala 08

Tagi: ręczniki
21:53, zyrafowo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 stycznia 2009

Kiedy kilkanaście miesięcy temu zobaczyłam -dołączony do tygodnika "Fantastico punto croce"- wzór z owadami zarzekłam się, że tego to ja na pewno nigdy nie wyszyję. Razem z Desernikiem próbowałyśmy wynaleźć zastosowanie dla takiego haftu, ale nic nie wymyśliłyśmy. Jednak gdy przyszło mi przygotować ozdobę na ręcznik dla sześcioletniego Wiktora, wielkiego miłośnika zwierząt, a owadów w szczególności, natychmiast przeprosiłam się z wyśmianym wzorem i zabrałam za wyszywanie, chociaż "motywy" nie przestały przyprawiać mnie o lekkie dreszcze. Któregoś razu przechodząc obok fotela, spojrzałam na przewieszony przez poręcz ręcznik, do którego właśnie przytwierdzałam gotową wyszywankę, i zareagowałam w ten sposób: "Co mi tu łazi?!!!". A to były tylko dwie mrówki, po trzy niteczki muliny każda... 

recznik dla Wiktora 01recznik dla Wiktora 02recznik dla Wiktora 03recznik dla Wiktora 04recznik dla Wiktora 05recznik dla Wiktora 06recznik dla Wiktora 07

Tagi: ręczniki
20:25, zyrafowo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 stycznia 2009

Głowa spadła na głowę panu przewożącego mebel. Sama tego nie widziałam, wiem natomiast z opowieści Pastelki Kraban. Ostatnimi czasy Pastelka Kraban sprawiła sobie nową i bardzo pojemną szafę, w związku z czym wyzbywała się starej i ja ochoczo zgłosiłam chęć jej przejęcia. W przerwie świąteczno-sylwestrowej nie udało mi się zorganizować transportu szafy, szczególnie że zapodziałam gdzieś numer telefonu do ekipy, która kilkakrotnie różne rzeczy nam już woziła. W końcu jednak kontakt podała mi koleżanka, a ekipa okazała się gotowa do przewiezienia szafy następnego dnia po rozmowie ze mną i to w godzinach, które wszystkim odpowiadały. Szafa przez prawie dwa tygodnie stała "upchnięta" w przedpokoju Pastelki Kraban, blokując nieco dojście do łazienki, a całkowicie do znajdujących się w przedpokoju półek. Z kolei dwa koty Pastelki Kraban miały dzięki szafie znacznie ułatwione dostanie się do owych półek, z czego bardzo chętnie korzystały. W samej szafie zaczęły gromadzić się wrzucane tam rzeczy, toteż przyjazd ekipy dwie godziny wcześniej niż był planowany, wywołał mały popłoch i gorączkowe przekładanie klamotów na podłogę w pokoju. Odsunięcie szafy uwidoczniło przedmioty, które zostały pozrzucane z półek przez koty, a kiedy na odgłos kolejnego stukotu, Pastelka Kraban zapytała, czy znów coś spadło, usłyszała w odpowiedzi: "Tak! Głowa!". W pierwszej chwili pomyślała, że głowa jednego z panów, ale na szczęście nie. Spadła głowa będąca styropianowym manekinem. Nie rozbiła się na szczęście, więc Pastelka Kraban głowy nie straciła... 

 

A z cyklu prezentacja moich wyszywanek dawnych i dawniejszych dzisiaj kilka ręcznikówrecznik dla Zosirecznik dla Piotrkarecznik dla Ryszardatrzy recznikirecznik dla Steni

środa, 07 stycznia 2009

Dzisiaj dwie torby, na które naszyłam taśmy z wyszywankami. Kwiatki wzięłam ze wzoru na zegar i teraz zaczynam myśleć o wyszyciu takiego właśnie zegara. 

torba z kwiatami 01torba z kwiatami 02torba z kwiatami 03torba morska 01torba morska 02torba morska 03

 

wtorek, 06 stycznia 2009

Pastelka Kraban wzruszyła się, przeczytawszy swój utwór sprzed lat... Zwłaszcza, że w ogóle nie pamiętała, że go napisała. 

Ja wracam dziś pamięcią do róży, którą wyhaftowałam w lecie przy użyciu świeżo wówczas zakupionych akcesoriów typu: kanwa ze złotą nitką; mazak, którego ślady znikają w kontakcie z wodą; a także tamborek, który dotąd wydawał mi się rzeczą całkowicie zbędną. Już przestał się taką wydawać.

róża 01róża 02róża 03

Poniżej róża w praniu, a także gotowa serwetka, która wyszła jakoś tak barokowo, co zdjęcie nie do końca oddaje.

róża 04róża 05

Wzór pochodzi z włoskiego tygodnika poświęconego haftowaniu krzyżykami. Ów tygodnik, kupowany przeze mnie od marca 2007 do lutego 2008 roku, bywał zwykle bardzo ciekawy, tylko dołączane wzory pozostawiały dużo do życzenia, bo kolory odznaczały się wyłącznie odcieniami (zamiast odcieniami oraz symbolami) i to najczęśniej nie pokrywającymi się z legendą. Przy czterech odcieniach tego samego koloru nie było jeszcze większego problemu, ale przy wyszywaniu kwiatów, które samego zielonego miały 24 rodzaje (a kilkanaście żółtego i czerwonego), namęczyłam się porządnie.

A tutaj zdjęcia wyszytej przeze mnie róży nałożone na zdjęcia prawdziwej...

róża 07

róża 08

poniedziałek, 05 stycznia 2009

Oprócz Ballady o molu powstał także utwór (autorstwa Pastelki Kraban) pod tytułem Pan Mol - Księga I, również z 2002 roku

Molu, robaku mój; ty mi niszczysz zdrowie,

ile trudu trza włożyć, by cię utłuc ten tylko się dowie,

kto kapcia w rękę chwyci;

dziś znów cię widzę w całej twej osobie,

i tęsknię, bym cię łacno widzieć mogła w grobie.

A po suficie pełznie gąsienica biała

i wściekłością wielką me oblicze pała.

I obraz tych kasz wyrzuconych przed oczami memi.

Dostał! Lecz cóż to, wstaje potwór z ziemi

 i niczym nieśmiertelny zrywa się do lotu!

Ja, otarłszy twarz mą z perlistego potu,

ruszam, kapciem walę, wszystkim się zdawało,

że to mola koniec! A jednak powstało

stworzenie przeklęte i lecąc urąga

prześladowcom niezgrabnym. Chyba chwycę drąga

jakiego i skończę tym razem

z molem (a przy okazji z kubkami, lustrem i obrazem).

 

Poniżej przedstawiam ręcznik, który dostała ode mnie Autorka Pana Mola - Księga I. Druga księga na szczęście nie powstała i mam nadzieję, że już nie będzie miała okazji...

recznik dla Pastelki Kraban

Wczoraj odwiedziła mnie Renifer (Renifer to ona). Twierdzi, że wszystko, co się jej ostatnio przydarza, to przeze mnie, a konkretnie przez moje "szczęście" do przygód, z czym nie zgadzam, bo znamy się z Reniferem już od ponad dwunastu lat, więc dlaczego dopiero teraz miałoby zacząć się jej to udzielać... Wprawdzie udało się Reniferowi utopić telefon w kubku herbaty, ale ja nigdy -dotąd przynajmniej- czegoś podobnego nie dokonałam. Nawet nie próbowałam! To, że receptę od okulisty zostawiła w jakiejś książce w swoim rodzinnym domu, gdzie pojechała na święta, i teraz nikt tej recepty nie potrafi znaleźć, to już bardziej pasuje do moich porządków i chowania rzeczy w takie miejsca, by tych rzeczy nie szukać. Tylko często się zdarza, że nie mogę sobie później przypomnieć co to za miejsca... 

Wczoraj z okazji reniferowej wizyty zajrzałam do szafki, w której mieści się gazomierz i stoi też wiklinowa półka, na której upchnięte są naczynia przeznaczone dla gości, a jest to komplet w trzech kolorach. To znaczy był komplet, bo przez lata trochę z niego poubywało. Wczoraj właśnie z szafki wypadła filiżanka, walnęła mnie w głowę, po czym -już na podłodze- rozbiła się w drobny mak. Jeśli już jakaś filiżanka wypadać musiała, to dlaczego właśnie zielona, których miałam tylko dwie, a nie czerwona, których pozostały cztery...

niedziela, 04 stycznia 2009

Wczoraj robiłam przegląd zawartości mojego komputera i natknęłam się na balladę, napisaną przed siedmiu laty w czasie okupowania naszej kuchni przez mole spożywcze (czy też żywnościowe), przyniesione ze sklepu razem z mąką. Kto przeżył, wie o czym piszę... Walka z molami była długa, mozolna (namolna prawie) i ostatecznie zakończyła się sukcesem. Naszym sukcesem znaczy się. Mole zostały pokonane i wykwaterowane, ale długo jeszcze z niepokojem oglądałyśmy kuchenny sufit, po którym tak lubiły pełzać ich gąsienice, a jeszcze uważniej przyglądałyśmy się temu, co zamierzałyśmy zjeść.

Dla upamiętnienia naszego zwycięstwa przytaczam słowa owej ballady

Ballada o molu

W domu naszym już od rana 

trwa obława niesłychana

lub też wielkie polowanie,

a jak wielkie to wyzwanie

ten tylko pojmować zacznie,

kto do boju stanie z kapciem.

Czy domofon się odzywa, 

czy telefon głośno wzywa,

nikt nie biegnie, tylko...skacze

wciąż po kuchni - cóż to znaczy?!

Domowa to postawa,

czy też dziwna jest zabawa?

Nic z tych rzeczy! Taka dola -

Wiola właśnie goni mola, 

mola ściga Gośka żwawo,

by on nie był naszą strawą.

Mól w herbacie, mól też w kaszy,

z molem zupę się pitrasi.

Znajdzesz go również w mące,

w garnku, tarce, w każdym kącie.

Spacer larwy po suficie

może cię kosztować życie,

gdyż tak cię zdenerwuje.

A mól wciąż się świetnie czuje...

To kaszę sobie wcina,

bardzo mu smakuje dynia,

w makaronie gospodarzy

i w zamknięty słoik włazi.

Nie pogardzi orzechami

i słodkimi też ciastkami.

Życia ma przynajmniej trzy:

gdy go kapciem walniesz ty,

on zemdleje, potem wstanie

i już znów leci ku ścianie.

Gdy przyplaszczysz mola do niej,

ciesząc się, że to już koniec,

skrzydłem trzepnie i odleci...

Gdy go walniesz po raz trzeci,

krzywdę robiąc czasem sobie,

mól w niezniszczalnej swej osobie

znów powstanie - toteż Wiola

wciąż uparcie tropi mola,

Gośka ściąga go z sufitu.

Walka z molem na świeczniku, 

o nim pieśni tu powstają,

aż sąsiedzi w rury walą.

Jeszcze gdy się sławy stanie,

rezerwat mola tu powstanie...

 

A skoro już jest kuchennie, to kilka tematycznych zdjęć

dzbanki 01dzbanki 02dzbanki 03dzbanki 04


 

 

 

 

 

Aniolki 06Aniolki 07Reczniki swiateczneRecznik dla MagnesaRecznik z kotkiem 01Recznik z kotkiem 02Recznik z kotkiem 03Recznik z kotkiem 04I to już chyba wszystkie tegoroczne prezenty gwiazdkowe, przynajmniej nie odkopałam więcej zdjęć, ale niewykluczone, że jakieś jeszcze się znajdą.
sobota, 03 stycznia 2009

Na chrzciny mojej kuzynki Oleńki planowałam wyhaftować kota, żyrafę i hipopotama, które miały być powtórzeniem motywów z kupionego dużo wcześniej kocyka. Zdołałam jednak tylko kotka, a na dodatek przyszyłam go krzywo, co niestety spostrzegłam dopiero pod koniec. Obawiając się, że kota nie zdążę już odpruć, po czym ręcznie (maszyny do szycia jeszcze nie mam, choć jest na nią nadzieja) przytwierdzić go ponownie, więc odkopałam tasiemkę, pamiętającą jeszcze czasy wczesnego dzieciństwa mamy Oli oraz mojego, i spróbowałam przy jej -tasiemki- pomocy odwrócić uwagę od krzywego kota. Nie wiem na co właściwie liczyłam, bo tasiemkę przyszyłam jeszcze bardziej krzywo, w rezultacie pokreślając tylko to, co zamierzałam zatuszować. Oli na szczęście to wcale nie przeszkadzało, może dlatego, że ma dopiero 10 miesięcy, a może dlatego, że nawiązałyśmy nić porozumienia, bo Ola też lubi żyrafy, co mnie bardzo cieszy i na pewno wkrótce jakąś dla niej wyhaftuję. I przyszyję prościutko...kotek dla Olenki 01kotek dla Olenki 02kocyk dla Olenki 03kocyk dla Olenki 04kocyk dla Olenki 01kocyk dla Olenki 02

kocyk dla Olenki 06

recznik dla Tomka 01recznik dla Tomka 02recznik dla Tomka 03recznik dla Tomka 04

Aniołki 05

Żyrafa bez okularów po mieście krążyć absolutnie nie powinna. Jednak musiała, bo przed Świętami umówiła się z dentystką, a przełożenie wizyty znaczyłoby odłożenie jej w daleką przyszłość. Raczej odpadało wyjście na ulicę w okularach pływackich, w których wczoraj spędziłam część dnia, bowiem takie okulary słabo komponowałyby się ze śniegiem, którego wreszcie choć trochę napadało. Po namyśle odrzuciłam też drugą możliwość poprawienia sobie ostrości widzenia, a mianowicie kroczenia naprzód z włączonym aparatem fotograficznym i spoglądania przez jego ekranik. Wytłumaczyłam sobie, że po mieście chodzą także ludzie niewidomi, a ja przecież widzę, tyle że stosunkowo słabo.  Przed samym wyjściem usiłowałam jeszcze dojrzeć w lustrze co mnie tak piecze w okolicach kącika ust i okazało się, że są tam ze cztery pęcherzyki. Do gabinetu dentystycznego musiałam jechać dwoma tramwajami i dość szybko okazało się, że pytanie: "Przepraszam, jaki to numer?", trzeba zmienić na: "Czy tym tramwajem dojadę do...?", na które już odpowiadano. Gdy byłam w drugim tramwaju, zadzwoniła do mnie dentystka  i okazało się, że byłam umówiona na 13:30 a nie 14:00, jak sądziłam. Przyspieszenie w tej sytuacji łatwe raczej nie było, ale bez szwanku dotarłam do gabinetu (właściwego!), niestety spóźniona pół godziny. Okazało się, że wiercenie będzie akurat po stronie tych pęcherzyków, które wstępnie przez dentystkę zostały zakwalifikowane jako zajad. Takiego jeszcze nie miałam, ale zgodziłam się chętnie. Znieczulenie bez adrenaliny (ponoć niestety tylko takie mogę dostać) działało przez kilka minut, podobnie zresztą jak poprzednim razem, dentystka znów bardzo się dziwiła, a w trakcie borowania zapytała, czy widziałam, bym na ciele miała podobne pęcherzyki jak te na twarzy. Nie widziałam, bo też nie bardzo miałam jak... Dowiedziałam się, że coraz bardziej zaczyna wyglądać to na półpasiec. Postanowiłam więc obejrzeć się, gdy tylko odbiorę nowe okulary, po które pojechałam prosto z gabinetu. Nowych pęcherzyków nie odkryłam i mam nadzieję, że to jednak nie półpasiec.

Poniżej zdjęcia ozdób świątecznych z motywem, który w tym roku wciąż mi się wyszywał...

 

Aniolki 04

Aniolki 03

 

dzbanek i filizanki - wyszywaniedzbanek i filizanki 01dzbanek i filizanki 02reczniki i kocykdomek 01domek 02torba z kijamiMiś "trzymający" domek to skarpetka kupiona w Rzymie, natomiast sam domek, który miał symbolizować zacisze domowego ogniska, postrzegany jest przez tych, którzy już wcześniej widzieli zdjęcie, jako karmnik dla ptaków. Wokół niego zaś nie pada deszcz, tylko rozpościera się pogodne, błękitne niebo. To tak dla rozwiania wątpliwości. :)
czwartek, 01 stycznia 2009

Dla jedynego znanego mi osobiście Renifera przygotowałam taki ręcznikrecznik dla Renifera 01recznik dla Renifera 02recznik dla Renifera 03

Następny obrazek jest może mało świąteczny, ale też trafił pod choinkę.kwiat czosnku wyszywaniekwiat czosnku 01kwiat czosnku 02kwiat czosnku 03